Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies. Wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.

słowo prawdy o lancy

Moderatorzy: Staszek, Moderatorzy

słowo prawdy o lancy

Postprzez PETRYHOR » 14 mar 2006, o 00:16

,,Nie masz pana nad ułana ni broni nad lance jego" tak śpiewano dawniej :lol: o tej broni jazdy, świetne narzędzie do kłucia i bicia w walce na mały dystans. Niestety nie sprawdzało się spieszeniu będąc często kulą u nogi koniowodnych, którzy to musieli trzymać konie i lance w garści swojego i kolegów(wielkie uznanie dla nich), dlatego pewnie od 1938r. kawelerzyści pozostawiali swoje lance w taborach. Dziś nam służą głównie jako ozdoba parad, bo to na nich właśnie powiewają nasze barwne proporce (oczywiście w kolorze starego złota) konkurencja sprawnościowa w zawodach militarii. Przypominają swoimwyglądem nam kopie husaryi te spod Kilchormia i Wiednia, rycerski z Grunwaldu. A przecierz to dzięki Polaką ta broń zapomniana w dominacji broni palnej przezyła swój renesans w epce napoleońskiej. Polacy tak świetnie wypracowali technike posługiwania się nią, że stali się postrachem obcych wojsk. A więc panowie ...lance w dłoń... trenować aby pamięć po tym orężu nie umarła. [/b]
Avatar użytkownika
PETRYHOR
Ułan IV
Ułan IV
 
Posty: 34
Dołączył(a): 13 mar 2006, o 23:34
Lokalizacja: Świniokierz

Postprzez pulkownik » 18 sie 2006, o 09:14

GEN. BRYG. INŻ. ZYGMUNT PODHORSKI
KILKA UWAG O SZARŻY I LANCY.

Szarża jest to wielkie święto dla każdego kawalerzysty. Ale też, jak każde wielkie święto, zdarza się rzadko.

Na wstępie chcę podkreślić, że jestem zwolennikiem i wierzę w szarżę, nie chciałbym więc, żeby czytelnik źle zrozumiał to, co powiem niżej.

Zdecydowałem się napisać te kilka słów dlatego, że przyglądając się naszym ćwiczeniom na mapie, czy też z oddziałami w terenie, stwierdziłem, że obfitują one w bardzo częste decyzje wykonania szarży. W tych warunkach, stanowi ona już zjawisko codzienne. Przestaje być świętem, a staje się chlebem powszednim.

Można to tłumaczyć tym, że podczas ćwiczeń na mapie i w terenie, kule nie gwiżdżą. Z tego powodu oddziały bezkarnie podchodzą do nieprzyjaciela, a dowódca, stojący już w bezpośrednim kontakcie z nieprzyjacielem, decyduje się na szarżę, gdyż odwrót, odskoczenie od niego, wreszcie przejście do walki pieszej, w obliczu nieprzyjaciela, musiałoby narazić własny oddział na nieodwołalne straty, a co gorsze na krytykę, podczas omówienia, kierownika ćwiczeń.

Te nierealne warunki, może są powodem, że dowódca w kalkulacjach swoich ocenia, że tak, czy owak będzie miał straty. Chce przejawić swą aktywność, wobec tego wybiera - szarżę!

Tak jednak na wojnie nie bywa.

Pozwolę sobie podać, jako przykład, to, com przeszedł osobiście.

W dniu rozpoczęcia wojny światowej, zostałem zmobilizowany i jakiś czas służyłem w pułku rosyjskim, a następnie w pułku ułanów polskich (obecnie Krechowieckim). Od roku 1914 - 1918 brałem udział w szarżach konnych jedenaście razy, nota bene ani razu na kawalerię; pierwszy raz spotkałem się z nią w szarży już na wojnie polskiej. W rozmowach z wielu kolegami stwierdziłem, że rzadko który z nich mógł się pochwalić tą ilością szarż (oczywiście podczas wojny światowej).

Ponieważ biorę okres 4-letni, więc, jeżeli podzielimy ilość szarż przez lata, okaże się, że jedna przypadała na okres 4-ch miesięcy.

Gdy porównamy teraz ilość szarż podczas naszych ćwiczeń, dojdziemy do wniosku, jak to już poprzednio mówiłem, że są one zjawiskiem codziennym. Należy się przeto bardzo poważnie zastanowić, czy w szkoleniu i tolerowaniu tego zjawiska, nie przesadzamy i nie wyrządzamy poważnej krzywdy w przygotowaniu naszej kawalerii do przyszłej wojny. Powinniśmy dążyć do trzymania na wodzy naszego temperamentu przed zbytnim poniesieniem naprzód. Słowem, musimy dążyć, aby w czasie pokoju pracować kategoriami bardziej życiowymi.

Skoro dochodzimy do pewnego przekonania, że ta "wymarzona" szarża na wojnie bardzo rzadko się zdarza, ktoś może zupełnie słusznie się zapytać, poco w takim razie utrzymujemy nadal w naszej kawalerii broń, służącą wyłącznie do szarży, jaką jest lanca. Broń, która wymaga czasu na wyszkolenie i tak bardzo zawadza w marszach. Czy nie należałoby znieść jej, jak to uczyniły inne wojska?

Odpowiem na to: lanca jest nieodzowną dla naszego kawalerzysty i musi być nadal zachowana i z całym pietyzmem otoczona opieką, a nasi szwoleżerowie, ułani i strzelcy konni, starannie ćwiczeni w jej władaniu.

Dla czego? Czy może dla tradycji?

Nie tylko dla tradycji, lecz dla tego, że jest to broń nieoceniona w ręku naszego żołnierza, która, gdy nadejdzie rzadkie święto - szarża, odda takie usługi, da takie wyniki, tak natury moralnej ,jak materialnej, w postaci dotkliwych strat naniesionych wrogowi, tak bardzo uwypukli naszą przewagę nad nim, szczególniej, gdy on lanc nie będzie posiadał, że nie tylko kawalerzysta nieprzyjacielski lecz i piechur, będzie się zawsze bał tej kawalerii, która nań naciera, uzbrojona w lance.

Jestem przekonany, że każdy, kto brał udział w szarży, chętnie i z rozrzewnieniem wspomina tę broń, w swym ręku lub w ręku szarżujących za nim żołnierzy.

Przypominam sobie, że w pierwszych dniach wojny, gdy kawaleria rosyjska wyruszyła na front, wożenie lancy przypadało w udziale żołnierzowi głupiemu, sprytniejszy zawsze się od niej wykręcał. Po pierwszej jednak szarży obraz się zmienił: sprytniejszy wycyganiał lancę od głupiego, bo doceniał jej wartość.

Zaobserwowałem i ten objaw, że w szwadronach, które w początku wojny wyjechały z lancami tylko w jednym szeregu, po pierwszych walkach ukazały się one i w drugim szeregu.

Musimy sobie powiedzieć, że w przyszłej wojnie, mimo-rozwoju techniki i broni pancernej, możliwości szarży mogą się zdarzyć. Kiedy szarżować - będzie wiedział tylko-dobry kawalerzysta. Musi on wyczuć tę chwilę, którą należy w lot złapać. To wyczucie momentu, odpowiedniego-do szarży, musi być zaletą dobrego dowódcy. Dawać recepty - kiedy i jak szarżować - nie można. Nie szarżujmy przeto tak często i zawzięcie na mapie lub na ćwiczeniach, gdzie niemożliwe jest wyczucie odpowiedniej chwili, bo kule nie zabijają, i przez to nie oddają rzeczywistego obrazu pola walki.

Mimo to zachowajmy nadal wszelkie właściwości naszej broni i możliwości wykonania szarży.

Udana szarża, to wielki sukces; - nie udana, to zazwyczaj wielkie straty, rezultaty nikłe albo żadne, a co gorsze, utrata serca i wiary w dowódców.

Trzeba pamiętać przysłowie: historia kawalerii to historia jej dowódców.

Dobry dowódca musi przede wszystkim swe oddziały doprowadzić do bitwy, a nie tylko zadowolnić się manewrem; ten wielki błąd wiele kawalerii, podczas minionej wojny popełniało: manewrowały ciągle, a biły się rzadko. Kawaleria i jej dowódca musi umieć przede wszystkim wywalczyć zwycięstwo swym ogniem, na polu walki, a w odpowiednim momencie, wprawdzie rzadkim, ale stanowiącym prawdziwe święto, rzucić swój oddział do zwycięskiej szarży, druzgocących ducha i siły nieprzyjaciela.

Kawalerii nie może braknąć na polu walki w rozstrzygającej bitwie, musi ona bić ramię przy ramieniu z innymi broniami. Tylko ta kawaleria, która będzie umiała walczyć ogniem, nacierać pieszo, zwalczać i przeciwstawiać się środkom technicznym nieprzyjaciela, a w decydującym momencie będzie zdolną do szarżowania, będzie należycie doceniana i nikt nie będzie mógł twierdzić, że rola jej się zmniejszyła. Pozostanie ona zawsze tą potrzebną, a często decydującą bronią na polu bitwy.

Należy się liczyć z tym, że będzie nadzwyczaj rzadkim fakt, by mogły szarżować większe masy kawalerii, gdyż zmontowanie takich szarż wymagać będzie zbyt wiele czasu, a więc najpewniejszy czynnik jej powodzenia - zaskoczenie, odpadnie. Możliwości te mogą mieć miejsce jedynie w pościgu, szczególniej gdy współdziałać z nią będzie własna broń pancerna, lub gdy sytuacja będzie tak poważna, że dla jej uratowania należy rzucić do szarży całą kawalerię, poświęcając ją, bez względu na straty. W historii wojny mamy cały szereg podobnych przykładów: np.: szarża pułku francuskich strzelców konnych na nacierającą piechotę niemiecką, o której wspomina Dupont w swej książce "Szabla w garść" i wiele innych, a u nas 1. p. ułanów pod Krechowcami.

Jednak szarże całego pułku, a cóż dopiero wielkiej jednostki kawalerii, będą rzadkie. Częściej stosunkowo powołane do tego będą szwadrony i plutony.

Ci właśnie nasi młodsi koledzy dowódcy plutonów i szwadronów, nie mający już teraz często za sobą, doświadczenia wojny, a których liczba będzie się z roku na rok powiększać, będą mieli głos w przyszłej wojnie.

Dla nich, powinniśmy my, którym dane było być na wojnie, nie skąpić naszych doświadczeń i przeżyć bojowych. Należy im dać prawdziwe odzwierciadlenie bitew i szarż udanych i nieudanych, podkreślając powody, warunki w których one miały miejsce i jaki rezultat osiągnęły. Przedstawiając nie tylko taktyczną rozgrywkę, lecz i moralne przeżycia danego dowódcy, wreszcie szczere przyznanie się i uwypuklenie własnych błędów. Damy im w ten sposób materiał do przemyślenia, możliwości wczucia się w sytuację bojową, a dalsze pozostawiając ich krytyce i wyciągnięciu odpowiednich wniosków. Tym sposobem ułatwimy im przygotowanie się w pracy pokojowej do zagadnień i prowadzenia wojny.
pulkownik
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 615
Dołączył(a): 4 sie 2006, o 18:22
Lokalizacja: Komarów

Postprzez Ułan/1 sdh » 20 mar 2007, o 23:15

Jestem ciekaw jak zastosowali się do powyższych uwag dowódcy z poprzedniej wojny ,czy faktycznie mieli wyczucie i czy naprawde kawaleria miała takie szanse ja opisuje ów generał
Ułan/1 sdh
Ułan V
Ułan V
 
Posty: 44
Dołączył(a): 12 paź 2006, o 17:18
Lokalizacja: Poznań

Postprzez Staszek » 21 mar 2007, o 10:15

Nigdy nie należy generalizować. Jakie były szanse użycia kawalerii przeciw pancernym i zmotoryzowanym zagonom niemieckim we wrześniu 1939 roku - wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Natomiast czy byli dowódcy, którzy mieli "to wyczucie"??? Czy byli tacy, którzy potrafili zastosować odpowiednią taktykę walki do zaistniałej sytuacji? Myślę, że było ich znacznie więcej ponad tych, o których mówią poniższe fragmenty.



19 PU pod Mokrą - atak na bagnety

Skraj lasu ożywa. Grzechoczą karabiny ułanów, ujadają cekaemy, sucho trzaska działko przeciwpancerne. Nacierająca niemiecka piechota niespodziewanie wpada w boczny ogień 4 szwadronu. Piechurzy zalegają, szukając zagłębień terenowych. Ciężarówki zawracają, niektóre płoną na polu i pod polskim ogniem całym pędem jadą w stronę Rębielic. Czołgi usiłują obejść skrzydło 4 szwadronu, ale nie znają położenia ułanów i wpadają w ogień działka przeciwpancernego. Kilka z nich już się pali. Niemiecka piechota skokami dociera do pierwszych drzew i wdziera się w głąb. Porucznik Gumiński nie traci głowy. Podrywa pluton odwodowy:
- Bagnet na broń!
Ułani wyciągają z pochew bagnety, nakładając je na kawaleryjskie karabinki. Wiedzą, że czeka ich walka wręcz.
- Chłopcy. Szkopy w lesie. Musimy ich wyrzucić bagnetami. Nie strzelać. Kłuć! Bić kolbami! Naprzód! – rozkazuje porucznik Gumiński.
Rozwinięty w tyralierę pluton rusza w kierunku lasu. Idą, rozglądając się na wszystkie strony, wypatrując pomiędzy drzewami niemieckich piechurów. Górą przelatują samoloty. Gdzieś na przedpolu grzmoci artyleria. Ze skraju przerzedzających się zarośli dobiega odgłos strzelaniny. Lewe skrzydło plutonu natyka się na grupę Niemców. Ułani z furią wpadają na nich. W ruch idą bagnety i kolby. Niemcy nie wytrzymują ataku. Rzucają się do ucieczki w kierunku lizjery. Ułani gonią Niemców ukrywających się za pniami starych drzew i zarośli. Niemieccy piechurzy wpadają w panikę. Susami uciekają na skraj lasu. Jest on częściowo opanowany przez ich piechotę. Na przedpolu widać następne pojazdy załadowane piechurami. Porucznik Gumiński decyduje wycofać się na północny skraj lasu. Zbiera ułanów, cekaemy i działko przeciwpancerne rozkazując zmianę stanowisk.


19 PU pod Mokrą - szarża

Podpułkownik Pętkowski wezwał rotmistrza Skibę.
- Panie rotmistrzu. Obejmie pan dowództwo nad dwoma szwadronami jako dowódca dywizjonu. Otrzyma pan ponadto wzmocnienie w sile sześciu cekaemów i dwóch działek przeciwpancernych. Trzeba otworzyć drogę dla pułku na wschód. Od odwagi, energii i pomysłowości pana i ułanów zależy to, czy wyjdziemy z tego kotła, czy też Niemcy wepchną nas w te cholerne bagna Liswarty.
- Tak jest!
- Wykonanie zadania pozostawiam panu.
Szwadrony ustawiły się pomiędzy zabudowaniami wsi Zawady. Rotmistrz Skiba przekazał oficerom postawione przed dywizjonem zadania.
- Trzeci szwadron z czterema taczankami i dwoma działkami przeciwpancernymi, działając wzdłuż szosy na Miedzno, ma uchwycić cypel lasu przy skrzyżowaniu z torem kolejowym. Czy panowie znaleźli skrzyżowanie na mapie?
- Tak – odpowiedział porucznik Górecki – szosa przechodzi tu w charakterystyczny zakręt.
- Zgadza się. Po osiągnięciu przejazdu szwadron pomaszeruje na Miedzno oczyszczając z Niemców lasy na wschód i zachód od drogi. Po wykonaniu tego zadania reszta pułku, który z rozkazu dowódcy brygady ma zająć drugą linię obronną w rejonie miejscowości Ostrowy, ruszy na Miedzno.
Rotmistrz przerwał. Zebrani oficerowie studiowali mapę. Szwadrony – drugi i czwarty – będąc w tym czasie w słabym kontakcie ogniowym z niemiecką zmotoryzowaną piechotą, przesuwały się z rejonu Leszczyny – Kamieńszczyzna w rejon wsi Zawady.
- W tym czasie ja – ciągnął po chwili milczenia rotmistrz Skiba – na czele pierwszego szwadronu, wzmocnionego dwoma cekaemami na jukach, przeprowadzę szarżę na rejon leśniczówki przy wzgórzu 222.
Wśród obecnych oficerów dało się słyszeć lekki szmer. Rotmistrz wyczytał zdziwienie w oczach oficerów. Polska jazda słynęła co prawda ze zwycięskich szarż, ale to było dawno. Wiele się od tego czasu zmieniło.
- Nie sądźcie, panowie – kontynuował – że zamierzam szablami posiekać niemieckie czołgi lub też wyrzucić nimi z lasu niemieckich piechurów. Nie. Ale każde pojawienie się kawalerii może wywołać zamieszanie, a nawet panikę w oddziałach nieprzyjaciela, co nam też pomoże w przebijaniu się pułku na Miedzno.
Rotmistrz nie wiedział, że w tym samym czasie na drugim krańcu Polski pod Chojnicami dwa szwadrony 18 Pułku Ułanów Pomorskich dokonały zaskakującej szarży na wyładowujący się batalion zmotoryzowanej piechoty. Ten stosunkowo drobny epizod spowodował szok u wroga tak silny, że na długie godziny sparaliżował marsz niemieckiej dywizji.
- Szarżę rozpocznę – objaśniał dalej rotmistrz Skiba – gdy trzeci szwadron osiągnie skrzyżowanie dróg. Wówczas wesprzecie mnie swym ogniem. Gdyby nie udała się, osłonicie odwrót. Łączność ze mną nawiązywać w leśniczówce.
Szwadrony przystępują do zajęcia postaw wyjściowych. Rotmistrz Skiba widział ryzyko w realizacji wypadu na nadleśnictwo „Grodzisko”. Dostrzegał je również zastępca dowódcy pułku, podpułkownik Władysław Kotarski, radząc, by 19 Pułk Ułanów usiłował prześliznąć się wzdłuż Liswarty do lasu Łobodo. Podpułkownikowi Pętkowskiemu bardziej jednakże odpowiadało kawaleryjskie rozwiązanie rotmistrza Skiby i bez wahania zaakceptował je. Dowódca dywizjonu pouczył młodszych oficerów i ułanów, jak mają się zachowywać, gdy szwadron zostanie zaatakowany przez czołgi. Podał też kierunek ewentualnego odwrotu lub zbiórki po rozproszeniu.
Trzeci szwadron zajmuje stanowiska przy rozwidleniu dróg w Zawadach. Grupuje się plutonami w głąb. Na czele jest szpica, tuż za nią działko przeciwpancerne i dwie taczanki. Ułani w szyku bojowym kłusem ruszają do przodu. Rotmistrz na czele szwadronu ustawionego na skraju wsi obserwuje marsz ułanów porucznika Góreckiego. Posuwają się szybko w kierunku przejazdu. Mijają wzgórze 213. Niemcy jakby ich nie widzieli. Nikt nie strzela.
Skiba decyduje się na rozpoczęcie szarży. Przegrupowuje plutony w głąb. Staje w strzemionach i woła donośnym głosem:
- Szaaable w dłoń!
- Huraaa! Huraaa! – rozlegają się na całą wioskę okrzyki.
W jesiennym słońcu błysnęło sto kling.
- Naprzód marsz!
Zrazu idą kłusem, później przechodzą w galop, by po jakimś czasie, niczym burza, pędzić wyciągniętym cwałem. Jeźdźcy kładą się na karki koni. Plutony mieszają się. Przemykają przez trakt wiodący na polanę Mokra.
Rotmistrz Skiba gna na czele. Na moment rzuca okiem na szwadron porucznika Góreckiego. Znajduje się on w odległości kilkuset metrów od skrzyżowania. Czołowy pluton na widok cwałującego szwadronu rotmistrza Skiby samorzutnie przechodzi do szarży. Powietrze jest czyste. Niemieckie samoloty na krótko zniknęły z nieba. Niemcy są tuż, tuż. Nie strzelają. Są wyraźnie zaskoczeni sunącą na nich jazdą. Zeskakują z samochodów ciężarowych i uciekają do lasu. Ale już na karkach siedzą im ułani 19 pułku. Stają teraz w strzemionach z uniesionymi w górę szablami. Przyhamowują pędzące konie, by celniej i skuteczniej bić Niemców. Szable spadają na karki niemieckich piechurów. Metaliczny dźwięk świadczy o tym, że klinga dosięgła hełmu. Pole pokrywa się zabitymi i posiekanymi żołnierzami w mundurach feldgrau. Ci, którzy ocaleli z pogromu, uciekają w głąb lasu. Tych nie można gonić w szyku konnym. Ale i na nich przyjdzie jeszcze kolej. Pluton ułanów z rotmistrzem Skibą osiąga leśniczówkę. Na podwórku stoją samochody ciężarowe. Jeden przy drugim. Nie mogą wyjechać, bo tarasują im drogę liczne wozy uciekinierów. Niemieccy piechurzy porzucają pojazdy i przez płoty umykają do lasu. Ułani łapią kilku niemieckich żołnierzy. Są wystraszeni, ale rozmowni, szczególnie pewien feldwebel.

Fragmenty pochodzą z jednej z moich ulubionych książek - "Czołgi pod Mokrą", Stanisława Pokornego. Uwielbiam ja za wspaniale żywy opis tamtych wydarzeń dokonany przez autentycznego ich uczestnika: oficera ogniowego 2 dywizjonu artylerii konnej por. Stanisława Pokornego.
Gorąco polecam!!!

Odszedłem trochę od tematu lancy w tym miejscu i powtórzyłem post z działu "Szarże...", ale to tak a propos poprzednich wypowiedzi.
Pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Staszek
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 169
Dołączył(a): 4 cze 2006, o 23:26
Lokalizacja: Ułan Księcia Józefa

Postprzez Ułan świętokrzyski » 22 mar 2007, o 09:09

No własnie! Temat ten przypomniał mi fragment opisu działań podczas kampanii wrześniowej jednego z naszych pułków kawalerii! Otóż nasu ułani zagoniwszy Niemców na bagna, po spieszeniu z lancami w ręku wykłuli sporo najeźców! Może ktoś coś więcej wie na ten temat?
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2634
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30


Powrót do Lanca

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

Tablice Ramki Reklamowe Aluminiowe Plastikowe, Agencja Fine, Staropolska, Projekty Domów Drewnianych, Projekty Domów Drewnianych, Producent Kopert, Koperty, Ramki Aluminiowe, Stojaki na foldery, Ramki Plastikowe, Stojaki z plexi, Ramki Reklamowe, Stojaki Plakatowe, Potykacze, stojaki, tablice, ramki, akcesoria reklamowe, Stojaki i tablice przymykowe, Tablice przymykowe OWZ, Stojaki Typu A Potykacze, ¦ciana prezentacyjna, Stojaki plakatowe, Stojaki plakatowe niskie, Stojaczki plakatowe, Stojaki plakatowe Wysokie, Stojaki na plakat i foldery Niskie, Stojaki na plakat i foldery Wysokie, Ramki reklamowe, Ramki sprężynkowe, Ramki aluminiowe, Ramki plastikowe, Stojaki i wieszaki na foldery, Wieszaki na foldery, Stojaki na foldery Niskie, Stojaki na foldery Wysokie, Wyroby z PCV i plexi, Stojaki i tabliczki z plexi, Kieszenie plakatowe z PCV bezbarwnego, Akcesoria reklamowe, Informacja przydrzwiowa,