Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies. Wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.

Uchronić od zapomnienia

Moderator: Staszek

Uchronić od zapomnienia

Postprzez Ułan/1 sdh » 31 maja 2007, o 14:25

Mam nadzieje że nie zostane skarcony przez kolegów i koleżanki z forum za ten temat ale zawsze mnie to nurtowało,czy znacie opowieści Ułanów ,weteranów ,z którymi współpracujecie.Jakieś ciekawe historie z czasów wojny lub szkolenia.Wydaje mi się ze osobliwe wspomnienia ludzi którzy tworzyli ten niepowtarzalny klimat warto zachowac w pamięci,z niecierpliwością czekam na odpowiedzi,pozdrawiam.
Ułan/1 sdh
Ułan V
Ułan V
 
Posty: 44
Dołączył(a): 12 paź 2006, o 17:18
Lokalizacja: Poznań

Postprzez Ułan świętokrzyski » 3 cze 2007, o 09:48

Nie odpowiadałem zaraz bo mi szwagier z USA zleciał w piątek i witaliśmy się do dzisiaj! Podejmuję temat i publikuję swój artykuł z NPK z 2004 roku!


Wspomnienia „Wołyniaka”
Z Radwanu nad Wisłą do Ostrogu nad Horyniem


W czerwcu 2002 roku obie klacze Passa i Panda, na których mam ogromną radość jeździć i którymi mam prawdziwą przyjemność opiekować się, traktując je jak swoje własne, zostały przez właściciela wywiezione za Wisłę, do ośrodka jazdy konnej „Przedświt” Marcina Macha w Zabrniu, gm. Szczucin, woj. małopolskie. Był to wyjazd wybitnie w celach matrymonialnych, bowiem trafił się utalentowany i zgrabny „kawaler” – ogier Sprint (SP), dzierżawiony ze stadniny w Klikowej. Oczywiście zacząłem dojeżdżać co drugi dzień do swoich pupilek, aby zapewnić im minimum ruchu pod siodłem. Podczas pierwszego wyjazdu założyłem na Passę rząd ułański, (innego nie uznaję) i zacząłem kłusować po ujeżdżalni. Po chwili spostrzegłem, że moim skromnym poczynaniom bacznie przygląda się sympatyczny pan, lat około 65 – 70. Przerwał wykonywaną pracę i zbliżył się do ogrodzenia ujeżdżalni. Po chwili zagadnął: „Munsztukowa za luźno. Łydki trochę do tyłu. Szkoda, że nie ma Pan jeszcze przy kulbace siatki na siano, tak jak u nas w pułku. Do takiego siodła aż prosi się ludwikówka”. Ta ostatnia wypowiedź bardzo mnie, z wiadomych względów, zaintrygowała. Po wymianie kilku zdań mój rozmówca oddalił się, a ja postanowiłem go niezwłocznie odszukać po skończonej jeździe. Odnalazłem go siedzącego obok stajni i podszedłem, aby się przedstawić. Kiedy zakomunikowałem o swojej rychłej przynależności do Koła 8 PU
ks. J. Poniatowskiego, mój sympatyczny rozmówca uśmiechnął się tak jakoś dziwnie ciepło, przyjął postawę zasadniczą i zameldował: „Ułan Franciszek Kułaga, pluton łączności 19-go Pułku Ułanów Wołyńskich, weteran kampanii wrześniowej 1939”. Po porostu mnie „zatkało”. Spotkać nagle prawdziwego przedwojennego ułana, to rzecz szczególnie pożądana przez każdego kandydata na współczesnego kawalerzystę… Nie bardzo chciałem uwierzyć w to, że mój rozmówca ma bez mała 86 lat. Sylwetki i energii mogliby mu pozazdrościć młodsi o 20 lat „smarkacze”.
Ułan Kułaga, dziadek właściciela ośrodka jeździeckiego w Zabrniu, chętnie zgodził się podzielić wspomnieniami z kawaleryjskiego epizodu swojego życia. Zaproponował wspólną przejażdżkę w mundurach, co przyjąłem jako ogromny zaszczyt. „Ułańskie spotkanie” opóźniło się o ponad rok, chociaż w międzyczasie spotykaliśmy się sporadycznie.
Wreszcie umówiliśmy się na 4 października ub.r. I oczywiście w tym dniu wyznaczono szkolenie BHP w naszym gimnazjum i SP, które mogłem opuścić wcześniej, „po angielsku”, dzięki moim nieocenionym koleżankom. Załadowałem do samochodu dwa rzędy ułańskie, swoją szablę i poprułem przez most na Wiśle w Szczucinie do Zabrnia. Ułan czekał już w pełnej gotowości, w mundurze pożyczonym od kolegi kombatanta z AK. Po wyczyszczeniu i osiodłaniu koni, szablę przytroczyłem do siodła weterana, po czym udaliśmy się na przejażdżkę po okolicy. Rzecz jasna, wzbudzaliśmy nielada sensację, bowiem od września 1939 roku, kiedy na tym terenie działała Krakowska Brygada Kawalerii, nikt tutaj ułanów nie widział. Nawet klienci jednego z przydrożnych barów, suto raczący się „Kniaziem”, wylegli przed lokal, wyrażając swój podziw słowami, których jednak cytował nie będę.
Po przejażdżce usiedliśmy pod gościnnym orzechem, a że ułan obchodził w tym dniu imieniny, rychło rozpoczął swoje wspomnienia.
Urodził się 19 listopada 1916 roku w Radwanie gm. Szczucin. Do szkoły uczęszczał w Radwanie i Dąbrowie Tarnowskiej. Niestety, rodzina nie mogła mu zapewnić nauki w gimnazjum i szkole średniej. Rozpoczął więc pracę w gospodarstwie rodziców, później pracował przy budowie dróg i urządzeń melioracyjnych. W końcu przyszedł czas stawienia się przed Komisją Poborową w Szczucinie. Młody Franciszek nie ukrywał, że lubi konie i jazdę konną. Kartę powołania do wojska otrzymał dopiero półtora roku później, w listopadzie 1938 roku. Adres jednostki – 19 Pułk Ułanów Wołyńskich w Ostrogu nad Horyniem. Podróż trwała ponad dobę. Jak wspomina ułan Kułaga, ze Lwowa do Ostrogu jechało się ponad sześć godzin, w tym ostatnie 12 kilometrów piechotą lub dorożką. Po stawieniu się w jednostce przydzielono mu gniadą klacz o wdzięcznym imieniu „Tatarka” oraz skierowano do służby w łączności. Do telefonów i dwóch radiostacji. Początkowo obsługiwał sieć telefoniczną, z czasem był szkolony przy obsłudze radia. Wstępny okres służby nie wspomina jako ciężki. Znaczenie trudniej mieli początkujący ułani, którzy wcześniej nie jeździli konno. Obsługa koni trwała 3 godziny dziennie. Poranne karmienie i czyszczenie trwało od 600 do 700. Później śniadanie, dalej albo ćwiczenia, albo wykłady. O 1100 po powrocie z ujeżdżalni do koszar następne czyszczenie i karmienie. O 1800 (przy dłuższym dniu) odbywało się czyszczenie przy koniowiązie przed stajnią. No i co trzecią noc wypadała służba albo w stajni, albo przy centrali w łączności. Z okien koszar widać było sowieckie wieże graniczne po drugiej stronie rzeki. 1 maja 1939 roku por. Rudnicki dał im lornetki i pozwolił patrzeć, jak na sowieckim brzegu obchodzą święto ludzi pracy. Ale oczywiście ułan Franciszek najmilej wspomina zajęcia z jazdy konnej. Skoki przez przeszkody, woltyżerka, wskakiwanie na konia z tyłu. Specjalnie do tego skoku w pułku trzymany był srokaty wałach Skoczylas. W krótkim czasie konisko miało zmierzwiony cały ogon, bo nie każdy ułan wykonał poprawnie ćwiczenia za pierwszym razem. Dobrze też szło mu ścinanie łóz szablą, bo lancą ułani od łączności nie uczyli się machać. Jak poinformował mój rozmówca – w tym czasie w jednostce w ogóle mało już ćwiczono lancą. Ale ułan Franciszek Kaługa zapisał się w pułku przed wszystkim „celnym okiem”. Na pierwszym strzelaniu na 300 m wystrzelał pięć „10” i jedną „8”.!!!. Porucznik spisał od razu numer karabinu, bo pierwszy raz zdarzyło się, aby rekrut zrobił taki wynik przy pierwszej próbie. Wyjął dwa złote i przekazał je Franciszkowi. Niedługo potem otrzymał sznur wzorowego strzelca i sześć dni urlopu. W sumie podczas pokojowej służby „zarobił” 14 dni urlopu, między innymi za przekazanie konno meldunku podczas manewrów. Nie wykorzystał go jednak. Po zajęciu przez Polskę Zaolzia już właściwie na urlopy nie puszczano. Dowódcą pułku w tym czasie był ppłk dypl. Józef Pętkowski, z-cą dowódcy płk Władysław Kotarski.
Do dnia dzisiejszego doskonale pamięta ludzi z najbliższego otoczenia. Dowódcą plutonu łączności był por. Seweryn Lubicz – Rudnicki, kpr. Sarna dowodził sekcją z radiostacją, plut. Grala, szef Lorenz.
Wojna zbliżała się. Chociaż do ostatniego dnia oficerowie nie mogli ułanom wyjaśnić, co tak naprawdę może się wydarzyć. W sierpniu 1939 roku pułk wyruszył na 6-tygodniowe letnie manewry do wioski Mirogoszcze na Wołyniu. Ułani mieli twarde siodła starszego typu. Bolało „to i owo” po całodniowym marszu, ale nikt się nie skarżył. Po tygodniu zarządzono natychmiastowy powrót do koszar, gdzie zastali pobierających sprzęt rezerwistów. Wszyscy uzupełnili sprzęt, częściowo wymienili na nowy.
Pewnego dnia (13 sierpnia 1939 r. – J.B.) przyszedł rozkaz: „Opuścić kwatery, zabrać za sobą wszystko”. Nikt nie wiedział, po co i gdzie. Z Ostrogu pod Częstochowę jechali dwa dni i dwie noce. Pułk został załadowany do pociągów albo w Zdołgunowie, albo na stacji Równe, tego już dokładnie nie pamięta. 19 Pułk Ułanów dojechał do stacji docelowej 19 sierpnia. Ułani samowolnie nakarmili konie sianem zabranym z pola jakiegoś majątku. Pułk dołączył do reszty jednostek Wołyńskiej Brygady Kawalerii. Otrzymał ostateczną lokalizację w miejscowościach Zawada – Leszczyny. Łącznościowcy rozpoczęli zaraz zakładanie sieci łączności i central polowych.
1 września o godz. 4.45 rozpoczęła się wojna. Samolot niemiecki zaatakował ich pozycje. Serie z samolotu spowodowały zapalenie stodoły i wybuch amunicji. Ułani natychmiast, jak kto stał, odprowadzili konie w zarośla, gdzie dopiero je osiodłali. Samoloty nieprzyjacielskie miały dobre rozpoznanie. Tłukły dokładnie w pozycje naszej piechoty. Siły Wołyńskiej Brygady Kawalerii stoczyły słynny bój pod Mokrą, walcząc przez dwa dni z niemieckim siłami pancernymi. Później 19 PU poszedł w kierunku Częstochowy, dalej na Jędrzejów, Radom, Mińsk, w lubelskie, aż poza San, gdzie napotkali wojska sowieckie. „Kiedy cofaliśmy się z Jędrzejowa w kierunku Radomia, natknęliśmy się na polnej drodze na niemiecki wóz z radiostacją – wspomina ułan Kułaga. Otoczyliśmy go szybko bez jednego strzału. Niestety, żaden z nas nie umiał prowadzić samochodu. Wielka szkoda. Taki piękny samochód z nowoczesną aparaturą! Zniszczyliśmy go, a także przy okazji znalezione w lesie 25 beczek z benzyną dla polskiego wojska”. Odłamki pocisku artyleryjskiego zabiły pod Franciszkiem jego klacz „Tatarkę”. Por. Rudnicki kazał dla niego zarekwirować konia, którym napotkany chłop orał pole. Na tym kasztanie przekroczył San. Chłop początkowo płakał, ale kiedy przyprowadzono mu w zamian odparzonego, ale mocnego konia z artylerii, ucieszył się.
Kiedy przekroczyli San, spotkali się rychło z „Ruskimi”, ale nie walczyli z nimi. „Jeden chciał mi zabrać moje ostrogi. Mówili, żeby nie wracać do Niemców, bo Niemcy nas zabiją. Ostróg nie oddałem”. Oficerowie wydali stanowcze polecenie: „Z Sowietami nie walczyć. Dlaczego weszli na nasze terytorium – kiedyś to historia pokaże i oceni”. Dowódca powiedział, że teraz to już koniec. Gdyby była amunicja do artylerii, można byłoby przedzierać się w kierunku Rumunii. Ale iść tylko z szablami i bagnetami na czołgi? Konie rozdawaliśmy cywilom. Po dwa, po trzy. Broń rzucano lub zakopywano pospiesznie. Część oficerów założyła kurtki mundurowe szeregowców, pozrywała dystynkcje wojskowe. Nieduża grupa wróciła na stronę niemiecką. Większość pozostała po stronie sowieckiej twierdząc, iż nie wypowiadali im wojny, więc nie mają się czego obawiać. Prawie wszyscy zaginęli w Kozielsku lub Starobielsku. „Nas zabrali Niemcy” – wspomina ułan Kułaga. Najpierw samochodami, potem pociągiem. Pod Mielcem uciekli we dwóch z pociągu. Szukali światełka w ciemności. Byle Niemców nie spotkać. Schronienie znaleźli u samotnej kobiety z dziećmi, której męża dzień wcześniej zabrali Niemcy. Po noclegu poszli dalej. Koło Radomyśla rozstali się.
Ułan Franciszek Kułaga wrócił do rodzinnego Radwanu. Wojnę spędził
w Szczucinie. Wyrobiono mu kenkartę, uniknął wywozu do Niemiec. Ktoś doniósł do Gestapo, że przechowuje karabin maszynowy. Niemcy przeprowadzili gruntowną rewizję, ale nie znaleźli nic. Jakoś przetrwał do końca wojny. W działalność partyzancką nie angażował się.
Po wojnie w sierpniu 1945 roku ożenił się w Zabrniu. Miłość do koni pozostała. Pracując na gospodarstwie ułan Franciszek zawsze miał konie. I zawsze traktował je i traktuje tak, jak nauczono go w Ostrogu nad Horyniem. Do wojska, do kawalerii jeszcze chętnie by wrócił. Pasję do koni po dziadku odziedziczył wnuk Marcin, właściciel ośrodka „Przedświt”.
Kiedy kończyliśmy swoją pogawędkę, zapytałem mojego rozmówcę, kiedy ostatnio siedział w ułańskim siodle. Ułan Franciszek Kułaga znów uśmiechnął się dziwnie ciepło. „No właśnie. Dzisiaj po raz pierwszy od września 1939 roku miałem szczęście usiąść w prawdziwym ułańskim siodle. I to w moje imieniny. Dziękuję Panu!”
W życiu dziękowano mi już wiele razy, za wiele rzeczy i doprawdy w różny sposób. Ale jeszcze nigdy słowo „dziękuję” nie sprawiło mi tak wiele satysfakcji. Coś ścisnęło za gardło. Jak czasami naprawdę niewiele potrzeba, aby uczynić kogoś szczęśliwym, pomagając mu przywrócić we wspomnieniach najwspanialszy i najbardziej chwalebny epizod życia, którego my, współcześni kawalerzyści III RP, możemy tylko pozazdrościć – obrony Ojczyzny
w barwach 19 Pułku Ułanów Wołyńskich, w szeregach kawalerii II RP, naszego dziedzictwa i narodowej dumy.
ppor.rez. Jarosław Banasik
„Ułan z Pacanowa”
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2637
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30

Postprzez Ułan/1 sdh » 3 cze 2007, o 14:09

Świetny artykuł!Najwięcej uciechy dał mi sklep ''Kniaz'',miał pan wiele szczęścia móc spotkać takiego człowieka .
Ułan/1 sdh
Ułan V
Ułan V
 
Posty: 44
Dołączył(a): 12 paź 2006, o 17:18
Lokalizacja: Poznań

Postprzez Ułan świętokrzyski » 3 cze 2007, o 16:15

Nie przeczę że miałem wielkie szczęście! DZięki temu mogę od czasu do czasu odwiedzać kombatanta i choć w ten sposób pomóc mu powrócić na chwilkę wspomnieniami do jego ukochanej kawalerii z września 1939 roku.
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2637
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30

Postprzez Ułan/1 sdh » 3 cze 2007, o 16:18

Właśnie ja również udzielam się w domu dla osób starszych i spotkanie takiego człowieka i rozmowa z nim to niezwykła nagroda
Ułan/1 sdh
Ułan V
Ułan V
 
Posty: 44
Dołączył(a): 12 paź 2006, o 17:18
Lokalizacja: Poznań

Postprzez Ułan świętokrzyski » 3 cze 2007, o 17:12

Niedaleko Witanowic, gdzie mieszka ułan Staszek Jucha, sędziwego żywota doczekał najstarszy w Polsce najprawdziwszy ułan II RP, były ułan 8 PU księcia Józefa Poniatowskiego, który w tym roku skończył 103 lata! Niestety w tej chwili nazwisko umknęło mi gdzieś obok! W ułanach służył w latach 1923 -25. To dopiero wyzwanie do utrwalenia jego wspomnień!
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2637
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30

Postprzez Ułan/1 sdh » 3 cze 2007, o 22:33

Myśle że każdy miłośnik kawalerii II RP powinien mieć wobowiązku odnalezienie takich ludzi w swoich okolicach aby utrwalic pamiec o nich i może nawet wspomóc.Myśle że ktoś powinien zając sie ów ułanem,myśle że nie jedno ma do powiedzenia
Ułan/1 sdh
Ułan V
Ułan V
 
Posty: 44
Dołączył(a): 12 paź 2006, o 17:18
Lokalizacja: Poznań

Postprzez Ułan świętokrzyski » 16 paź 2007, o 07:08

Ułan/1 sdh napisał(a):Myśle że każdy miłośnik kawalerii II RP powinien mieć wobowiązku odnalezienie takich ludzi w swoich okolicach aby utrwalic pamiec o nich i może nawet wspomóc.Myśle że ktoś powinien zając sie ów ułanem,myśle że nie jedno ma do powiedzenia


No właśnie! Ale minęło sporo czasu i jakoś skończyło sie jedynie na próbach kontaktu z Rodziną Kombatanta, czego próbował ułan Staszek. Jakoś Dowództwu czasu nie starczyło, aby się nim podczas Majówki i Kadrówki zaopiekować. No cóż , może ujrzymy Kombatanta 11 listopada w Krakowie! Daj Panie Boże!
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2637
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30

Weterani kawalerii IIRP

Postprzez myta2 » 27 paź 2007, o 00:43

Idea jak najbardziej słuszna i godna naśladowania, lecz niestety coraz trudniejsza. być może jesteśmy jednymi z ostatnich którzy mogli z pierwszej ręki usłyszeć prawdziwą historię "Września", :cry:
Avatar użytkownika
myta2
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 926
Dołączył(a): 4 paź 2007, o 22:32
Lokalizacja: Swarzędz k.Poznania

Srokaty wałach w 19 PU

Postprzez jacek » 28 maja 2008, o 14:15

Witam Pana Ułana z Pacanowa,

aż mnie korci, żeby zacząć coś od tematu "kóz"... tym razem nie.
Ale na nakrótko do opowiadania "Wołyniaka" Pana Kaługi, a konkretniej
do tego wałacha z wytartym ogonem służącego jako kozioł gimnastyczny.

Mój Ojciec mieszkając we Lwowie studiował Akademię Rolniczą w Dublanach,
a jego kuzyn por.Kłopotowski służył właśnie w 19 PU i był częstym gościem
w domu moich dziadków.
Temat tegoż właśnie konia, a zwłaszcza jego "imienia" był częstym tematem
żartów.
Znam "temat" z opowiadań rodzinnych, a dlaczego właśnie on mnie tak
ubawił, proszę zerknąć do mojege profilu.

Serdecze pozdrowienia
Jacek , i tak dalej..
jacek
Ułan I
Ułan I
 
Posty: 4
Dołączył(a): 19 maja 2008, o 21:22
Lokalizacja: Katowice


Powrót do Ogólne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

Tablice Ramki Reklamowe Aluminiowe Plastikowe, Agencja Fine, Staropolska, Projekty Domów Drewnianych, Projekty Domów Drewnianych, Noclegi Gorce, Ramki Aluminiowe, Stojaki na foldery, Ramki Plastikowe, Stojaki z plexi, Ramki Reklamowe, Stojaki Plakatowe, Potykacze, stojaki, tablice, ramki, akcesoria reklamowe, Stojaki i tablice przymykowe, Tablice przymykowe OWZ, Stojaki Typu A Potykacze, ¦ciana prezentacyjna, Stojaki plakatowe, Stojaki plakatowe niskie, Stojaczki plakatowe, Stojaki plakatowe Wysokie, Stojaki na plakat i foldery Niskie, Stojaki na plakat i foldery Wysokie, Ramki reklamowe, Ramki sprężynkowe, Ramki aluminiowe, Ramki plastikowe, Stojaki i wieszaki na foldery, Wieszaki na foldery, Stojaki na foldery Niskie, Stojaki na foldery Wysokie, Wyroby z PCV i plexi, Stojaki i tabliczki z plexi, Kieszenie plakatowe z PCV bezbarwnego, Akcesoria reklamowe, Informacja przydrzwiowa,
cron