Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies. Wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.

Życiorysy

Moderatorzy: Staszek, Moderatorzy

Re: Życiorysy

Postprzez Piotrek » 24 mar 2010, o 11:11

To może teraz - jak nazywa się koń ze zdjęcia?
Avatar użytkownika
Piotrek
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 1837
Dołączył(a): 17 gru 2007, o 17:43
Lokalizacja: Kalisz, Poznań

Re: Życiorysy

Postprzez Staszek » 24 mar 2010, o 11:30

Зяблик - Zięba (chyba - hehehe)

I w rzeczy samej - Karol Rómmel na swojej pierwszej olimpiadzie w Sztokholmie - brawo!!!
Avatar użytkownika
Staszek
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 169
Dołączył(a): 4 cze 2006, o 23:26
Lokalizacja: Ułan Księcia Józefa

Re: Życiorysy

Postprzez Piotrek » 24 mar 2010, o 11:42

Ja mam informację że Ziablik. A czy to oznacza Zięba nie wiem, bo ruskiego nie znam :)
Avatar użytkownika
Piotrek
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 1837
Dołączył(a): 17 gru 2007, o 17:43
Lokalizacja: Kalisz, Poznań

Re: Życiorysy

Postprzez Lookas » 24 mar 2010, o 11:55

Zjablik to fonetycznie Зяблик :)

Ehh.....kiedyś pomstowałem a teraz ciesze się, ze mnie tak długo rosyjskiego uczyli:)
Avatar użytkownika
Lookas
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 1194
Dołączył(a): 22 maja 2006, o 14:13
Lokalizacja: Poznań/Iwno

Re: Życiorysy

Postprzez elmijakke » 24 mar 2010, o 12:26

Piotrek napisał(a):
elmijakke napisał(a):pierwszy! :lol:


Ciekawe jak to możliwe, że pierwszy, skoro mój post jest 11 minut temu, a Twój 5 minut? ;) To forum chyba faworyzyje Warszawiaków ;)


aaaaa, bo go kończyłem jak Ty już wstukałeś swój! I tak Ci podpowiedziałem!!! Ha! :D
Avatar użytkownika
elmijakke
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 1150
Dołączył(a): 8 sty 2007, o 19:27
Lokalizacja: 1 pułk szwoleżerów

Re: Życiorysy

Postprzez Prawie jak ułan » 13 gru 2011, o 19:09

W moim rodzinnym mieście Mielcu wydawany jest kwartalnik Nadwisłocze, w którym wśród biografii osób związanych z tym regionem ukazały się dwie, obrazujące oficerów 8-go pułku. Myślę, że watro je tutaj umieścić. (Zamieszczam artykuły w ich oryginalnej formie)
Zacznę więc od osoby, osoby mającej największy wkład w istnienie 8- go PU.

GENERAL DYWIZJI STEFAN DEMBIŃSKI

"Odszedł wielki żołnierz, twardy dla siebie i podwładnych, znakomity dowódca kawaleryjski w boju, prawy i szlachetny człowiek, wielki znawca koni i znakomity jeździec - prawdziwy polski kawalerzysta" - tymi słowami żegnał generała Stefana Dembińskiego nad Jego mogiłą na obcej ziemi generał Klemens Rudnicki. Wypowiedziane wówczas słowa bardzo dobrze charakteryzują sylwetkę generała - kawalerzysty, postać bardzo ciekawą, a przy tym - niestety - chyba zapomnianą. Warto więc przybliżyć osobę Generała Czytelnikom. Urodził się 30 września 1887roku w Nowym Siole koło Cieszanowa, na północno - wschodnim krańcu dzisiejszego województwa podkarpackiego. Początkowo uczęszczał do gimnazjum we Lwowie, skąd wkrótce przeniósł się do Wojskowej Niższej Szkoły Realnej w Koszycach. Po jej ukończeniu wstąpił do Wyższej Szkoły Realnej w Mahrisch- Weisskirchen. Dyplom tej szkoły otworzył mu z kolei drogę do słynnej Wojskowej Akademii Marii Teresy, którą ukończył w roku 1907. Jako podporucznik został skierowany do stacjonującego we Lwowie 1 pułku kawalerii. Rok 1914, wybuch I wojny światowej, zastał go już na stanowisku oficera ordynansowego w dowództwie 4 Dywizji Kawalerii. Później służył jako dowódca szwadronu. Został odznaczony Brązowym Medalem Zasługi, Srebrnym Medalem Zasługi i Krzyżem Zasługi z Mieczami. Im bliżej było końca wojny, tym coraz bardziej widoczny stawał się rozpad monarchii austro- węgierskiej. Rosły nadzieje i realne szanse na odzyskanie przez Polskę niepodległości. Uczucia te nie były obce tysiącom Polaków pozostającym w służbie armii zaborczych. Nie ominęły one również Dembińskiego, który wszedł w kontakt z Polską Organizacją Wojskową i rozpoczął przygotowania do przejścia całego pułku w szeregi tworzącego się Wojska Polskiego. Inicjatywa zakończyła się powrotem pułku do Rakowic pod Krakowem. Oddziały te dały początek 8 pułkowi ułanów.
Dalsze losy rzuciły rotmistrza Dembińskiego na front wschodni. Uczestniczył w walkach o lwów jako dowódca batalionu odwodowego. Wkrótce jednak, chory na tyfus, wrócił do kraju, gdzie zajął się szkoleniem oficerów. W 1920 roku, już w stopniu majora wrócił na front wschodni i 5 lipca objął dowództwo 9 pułku ułanów. Na czele tego pułku wziął udział w Bitwie pod Komarowem 31 sierpnia 1920 roku. To właśnie dowodzony przez Dembińskiego pułk, swoją brawurą i pełnym poświęceniem, zadecydował o zwycięstwie i rozbiciu sowieckiej Armii Konnej.
Po wojnie, w roku 1922, ppłk Dembiński pożegnał się ze swoimi "dziewiątakami" i objął dowództwo 18 Pułku Ułanów Pomorskich w Toruniu. Szybko zyskał zaufanie podwładnych dzięki wrodzonemu taktowi, opanowaniu, a przede wszystkim dzięki swej fachowości. Był wymagającym dowódcą Będąc jednym z czołowych jeźdźców naszej armii kładł duży nacisk na rozwój sportu konnego w swoim pułku.
W roku 1928 płk Dembiński objął dowództwo 8 pułku ułanów im. Księcia Józefa Poniatowskiego w Krakowie. Jego związki z tym pułkiem były silne i sięgały jeszcze początków II Rzeczypospolitej. Pobyt w Krakowie trwał dwa lata i w 1930 roku nastąpiła kolejna nominacja - tym razem na dowódcę 12 Brygady Kawalerii w Ostrołęce. Brygada składała się z 5 i 7 pułków ułanów oraz 12 dywizjonu artylerii konnej. Wchodziła wówczas - obok 1 i 13 Brygady - w skład 2 Dywizji kawalerii dowodzonej przez płk dypl Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego. Jednak i w Ostrołęce Dembiński długo miejsca nie zagrzał.12 października 1932 roku został przeniesiony do Warszawy, gdzie czekało na niego stanowisko szefa Taborów Remontu Koni w Ministerstwie Spraw Wojskowych. Na nowym stanowisku wykazał się dużą aktywnością. W ogromnym stopniu przyczynił się do rozwoju hodowli koni w Polsce. Był wielkim miłośnikiem tych zwierząt, stąd miał duże pole do popisu. Nawiązał ścisłą współpracę z Ministerstwem Rolnictwa i Związkami Hodowców Koni, a w 1935 roku przyczynił się do powołania Naczelnej Organizacji Hodowli Koni w Polsce z siedzibą w Warszawie. W rok później z jego inicjatywy powstał Związek Eksporterów Koni.
Teren działania szefa Taborów i Remontu Koni był podzielony na trzy Komisje remontowe: nr 1 - Warszawa, nr 2 - Poznań i nr 3 - Kraków. Do najbliższych współpracowników Dembińskiego w tym czasie należeli m.in. mjr Izydor Haładej, płk Władysław Kulesza, płk Aleksander Pietraszewski oraz ppłk Kazimierz Halicki. Na każdym, podległym, mu stanowisku zatrudniał fachowców, znawców i miłośników koni.
W tym czasie nasza armia kupowała rocznie około 6 tysięcy koni. Dzięki zabiegom Dembińskiego, wzrósł też eksport tych zwierząt, głównie do armii bułgarskiej, czechosłowackiej, estońskiej, greckiej, łotewskiej i tureckiej. Zasługi pułkownika na polu rozwoju hodowli koni zostały odpowiednio docenione i w roku 1936 został awansowany do stopnia generała brygady i wyznaczony na stanowisko szefa nowo utworzonego Departamentu Szefostwa Remontu i Dowództwa Taborów w MS. Wojsk. W prace swoją zawsze wkładał wszystkie siły, energię i ogromne poświęcenie.
Wrzesień 1939 zastał go na swym stanowisku w MS. Wojsk. 10 września został wyznaczony do zorganizowania oporu na kierunku Sambor - Stryj, w pasie 09 Dniestru aż po granicę węgierską. Zorganizował wówczas tzw. Grupę gen. Dembińskiego, w skład której weszło szereg luźnych oddziałów wojskowych. Jednak 17 września, po wkroczeniu w granice Rzeczypospolitej wojsk sowieckich, otrzymał rozkaz przekroczenia granicy węgierskiej. W dniu następnym Grupa znalazła się na terenie Węgier.
Na Węgrzech Dembiński został mianowany przedstawicielem Naczelnego Wodza wobec władz węgierskich. Starał się stwarzać możliwości ewakuowania internowanych żołnierzy polskich do Francji. Wreszcie w kwietniu 1940 roku sam się tam udał. Po przyjeździe objął funkcję szefa Departamentu Kawalerii MSWojsk. Nie na długo - wkrótce bowiem klęska Francji zmusiła go do wyjazdu do Szkocji. Tu dowodził kolejno kilkoma obozami oficerskimi, a w październiku 1941 został mianowany szefem Gabinetu Wojskowego Prezydenta RP. Na stanowisku tym pozostawał do 1947 roku.
Po ogłoszeniu demobilizacji Dembiński pozostał w Anglii i aktywnie działał w organizacjach kombatanckich i zawodowych. Był między innymi dożywotnim honorowym prezesem Koła 8 Pułku Ułanów im. Księcia Józefa Poniatowskiego. Utrzymywał również stały kontakt z Kołem 9 Pułku Ułanów Małopolskich - na czele tego Pułku odniósł przecież swe największe zwycięstwo w Bitwie pod Komarowem. Przez władze emigracyjne został awansowany do stopnia generała dywizji.
Był odznaczony m. in. Orderem Wojennym Krzyża Virtuti Militari V klasy, Wielką Wstęgą Orderu Odrodzenia Polski, czterokrotnie Krzyżem Walecznych, Legią Honorową, Greckim Krzyżem Zasługi I klasy, Komandorią Jugosławiańską, Komandorią Bułgarskiej Korony, Estońskim Krzyżem Zasługi i wieloma innymi odznaczeniami polskimi i zagranicznymi.
Generał dywizji Stefan Dembiński zmarł w Londynie 27 marca 1972 roku. Pozostawił po sobie pamięć dzielnego żołnierza, dobrego, wymagającego, ale sprawiedliwego dowódcy i lojalnego podwładnego.

Opracowanie: Andrzej Przybyszewski
Avatar użytkownika
Prawie jak ułan
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 217
Dołączył(a): 12 lut 2009, o 15:12
Lokalizacja: Mielec

Re: Życiorysy

Postprzez Prawie jak ułan » 13 gru 2011, o 19:16

Kolejna biografia przedstawia oficera, który przez ponad 10 lat był Ułanem Księcia Józefa:



Urszula Lundqvist, Andrzej Przybyszewski
Opowiem Ci o moim Wujku ...
Pułkownik Edward Pisula "Tama" - zapomniany żołnierz Rzeczypospolitej

Historia to losy jednostek. Nie da się opisywać minionych wydarzeń bez wgłębiania się w losy pojedynczego człowieka. To tylko dyktatorzy krzyczą, że jednostka jest niczym. Ale to przecież nieprawda. Szukam śladów po ułanach 9 pułku. Przewijają się obrazy wojen napoleońskich, Powstania Listopadowego, wojny bolszewickiej - śmierć pierwszego dowódcy, który umierając, mówił swoim żołnierzom - Brońcie honoru sztandaru, potem wyprawa na Kijów i piękna szarża pod Komarowem. Po wojnie koszary w Trembowli, uroczym kresowym miasteczku. Kresowy bastion polskości, tak Trembowlę nazwał ksiądz Szetelnicki. Wreszcie Wrzesień - Bitwa nad Bzurą, Obrona Warszawy. To jeszcze . nie koniec - jeszcze niewola, zsyłki, Katyń i walka na Zachodzie. Ale przecież to tylko wydarzenia. Przy każdym z nich jednak nazwiska, setki nazwisk. Każdemu warto się przyjrzeć - skąd przyszedł, kim był, dlaczego tak uparcie, tak do końca ...
Jedno z tych wielu nazwisk - podpułkownik Edward Pisula. Wiem, że za wojnę bolszewicką otrzymał Virtuti Militari, że służył w 8 pułku ułanów, potem w tym 9-tym, potem znów w innych. W czasie wojny w konspiracji - organizował i kierował Kedywem w Okręgu tarnopolskim Armii Krajowej. W 1944 roku dowodził 3 pułkiem ułanów w ludowym wojsku. Nagle tajemnicza śmierć, już w połowie 1945 roku. Sięgam do literatury - mam, ale dwa różne biogramy. Bardzo różne. Dużo tajemnic. Zaczyna mnie to wciągać. Szukam, i wreszcie mam kontakt. Jednak Internet może być dobrodziejstwem! Piszę do Szwecji, nieśmiało pytam... i mam nadzieję, że coś się dowiem. Oczywiście, opowiem Ci o Wujku - pisze Urszula. Pomogę, bo też chcę zachować jak najwięcej. Bo zasługuje na pamięć! Zaczynamy pisać, nie - zaczynamy rozmawiać, ja pytam, Urszula opowiada. Ale cóż to za opowieść!!! Pamiętam, mama często mówiła, że miała stryjka Edwarda, który był ułanem, oficerem walczącym już w I wojnie światowej, za zasługi w 1920 r odznaczonym orderem Virtuti Militari, walczącym w AK, dowódcą pułku ułanów w LWP, który zaginął, nie wrócił z wojny. Traktowałam to trochę z przymrużeniem oka, gdyż szukałam informacji o nim i nic nie znalazłam.
Wydawało mi się to niemożliwe, żeby nie było żadnej wzmianki o zaginionym pułkowniku. Gdyby ktoś powiedział, że w sprawiedliwej Polsce Ludowej nie tylko że go zamordowano, że zamalowano jego nazwisko na czarno, ale również szykanowano rodzinę za poszukiwania, nie uwierzyłabym. O młodzieńcza naiwności!!!!
Kilka lat temu wrzuciłam nazwisko w wyszukiwarkę i pierwsze co znalazłam, to spis odznaczonych orderem Virtuti Militari, a tam Edwarda nazwisko, następnym znaleziskiem była lista straconych w PRL i krótka notatka .Pisula, płk WP, zamord. Praga". Aż w końcu opowiadanie o Skrobowie, gdzie ktoś użył słów "starszym obozowym był legendarny dowódca Kedywu Tarnopol ppłk Edward Pisula". Zaciekawiło mnie szczególnie to słowo" legendarny", dlaczego " legendarny"? Niestety, nie znalazłam więcej tego artykułu, a autora nie pamiętam. Szukam informacji, niestety ciągle mało, kilka fotografii u rodziny, strzępy rozmów i zamazane obrazy, są opracowania biograficzne, suche daty, fakty, a nic o człowieku ... czas przemija, ludzie odeszli. .. zrozumiałam jedno ... trzeba się spieszyć ..
Kilka lat szukania przyniosło owoce - dziesiątki rozmów, kontaktów, szukanie relacji, świadków. Dziś Urszula wie dużo, może już bardzo dużo. Ale nadal nie wszystko, nadal są tajemnice ... Czy uda się je rozwikłać?

W domu rodzinnym

. Tradycja rodzinna głosi, że Pisullowie (tak się ponoć kiedyś pisali) przybyli do Rzeczypospolitej w XVI wieku z Włoch. Królowa Bona sprowadzała tu wielu fachowców, rzemieślników, murarzy. Przodek Edwarda otrzymał więc w podrzeszowskiej Trzcianie łan ziemi. I tam Pisulowie gospodarzą do dziś.
Ojciec Edwarda, Jan, pracował na kolei. Był robotnikiem kolejowym w Zarszynie. Kiedy był już wdowcem, poznał dużo młodszą od siebie córkę gospodarza z pobliskich Nowosielec - Marię Kawałko.
Maria pochodziła z rodziny, która ambicje miała, jej rodzice z chaty pod strzechą, a świetnie potrafili czytać i pisać. Zachowały się listy Jana - ojca jej, które z Ameryki do żony pisał. ( ... ) Maryśka ponoć z mlekiem i jajkami do Zarszyna sprzedawać chodziła i tam widocznie w oko temu buńczucznemu, starszemu wdowcowi wpadła, cóż się dziwić: piękna, dumna i mądra, a na dokładkę dużo młodsza. Ślub odbył się w Zarszynie w listopadzie 1897 roku. Przy okazji ślubu Jan złożył "przysięgę trzeźwości" - ponoć pił potężnie, ale złożonej przysięgi dotrzymał. Czasem Maryśka naparstek mu wydzieliła przy święcie.
Pisulowa była kobietą niezwykłą. To jedna z tych wielu Matek - Polek, które chowały swe dzieci na dobrych Polaków, ale dobrze wiedziały, że każde pokolenie daninę swej krwi na Ołtarzu Wolności musi złożyć. Często jedynym, ostatnim . śladem po synu była kartka, a na niej koślawe, niemal dziecinne litery Wybacz Mamo, że tak odszedłem, bez pożegnania ... Bo, jak napisał historyk, to one właśnie kształtowały charakter swych dzieci, one budziły myśli o wolnej Polsce i one przygotowały całe zastępy przyszłych bojowników o niepodległość Ojczyzny. Małżeństwo Pisulów musiało być udane - wkrótce na świat zaczęły przychodzić dzieci. Najpierw w rok po ślubie Edward, potem kolejno Jadwiga, Magdalena, Tadeusz (dziadek Urszuli), Helena, Genowefa i na końcu Maria, w 1916 roku, kiedy 18-letni Edward dostał do wojska austriackiego powołanie. Maria w przyszłości wyjdzie za mąż za Dionizego Stanisławskiego, nauczyciela. Ich syn, Jan Tadeusz, to słynny na cały świat profesor Mniemanologii Stosowanej, który życie poświęcił, by udowodnić wyższość Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia. W końcu sam uznał, że te Święta wyżej, które bliżej.
Ale wcześniej była szkoła. Rodzice przykładali ogromną wagę do wykształcenia, nie żałowali grosza.
Życie na roli było ciężkie, Maria sama chciała się uczyć, ale bieda na to nie pozwoliła, chciała aby jej dzieci miały lepszy byt i nie żałowała na kształcenie dzieci, każde z nich chodziło do gimnazjum ... stworzyła klimat w domu, którym zachęcała do nauki i jej dzieci przekazały to swoim dzieciom. Genowefa (zmarła jako 16 letnia dziewczynka) wygrywała matematyczne konkursy, Maria wygrywa konkurs literacki i stypendium chyba w USA, lecz nie skorzysta z niego.
.Najbliższe gimnazjum było w Sanoku. Tam więc naj starszy syn Edward poszedł zdobywać wykształcenie. Działał w skautingu. Do Sanoka dochodziły już odgłosy nadciągającej burzy. Kiedy osiągnął pełnoletniość został powołany do służby wojskowej - do stacjonującego w Sanoku austriackiego 45 pułku piechoty. Chyba miał żyłkę do wojaczki, bo szybko ukończył szkołę podoficerską w Przemyślu i oficerską w Radymnie. Tęsknił za rodziną, pisał kartki, jak ta z 22 października 1917 roku ze Starachowic: Kochana Siostrzyczko! Do tego czasu już mogłaś mi coś odpisać. Jeżeli tak będzie dalej, to i o mnie nic nie usłyszysz. Popraw mi się i to wnet. Do domu także już pisałem. Czekam na odpowiedź. Całuję Cię serdecznie. Edward.
A później był front włoski. Stamtąd przyszli do Polski jego przodkowie. Ale czy myślał o tym wtedy, gdy śmierć zaczęła w oczy zaglądać?

Ułan Księcia Józefa

W 1918 roku, gdy wojna zbliżała się do końca, Polacy zaczęli masowo wracać z frontu włoskiego do kraju. Często musieli się przedzierać z bronią w ręku. Wrócił też Edward - już w październiku był w domu. Ale przecież długo miejsca nie zagrzał. Polska powstawała!!! 15 listopada zaciąga się więc do szwadronu ułanów ziemi sanockiej w Olchówce. A że bez konia do ułanów nie brali, po cichu, w nocy konia z domu wyprowadził. Wkrótce szwadron sanocki włączono do 8 pułku ułanów. Tym sposobem został Edward ułanem Księcia Józefa. Miał tam spędzić najbliższe 10 lat.
Najpierw wojna z bolszewikami ... wiele bitw, ran, złamany nos, uszkodzona noga, potem już zawsze kulał, niewola bolszewicka z której uciekł... awanse - najpierw dowódca plutonu i szwadronu.
Ale to jest zbyt skromny opis. Bo przecież 8 pułk już od listopada 1918 walczył - najpierw w obronie Lwowa, potem walki z Ukraińcami, wreszcie wojna bolszewicka. Wyprawa na Kijów, zagon na Koziatyń, a potem morderczy odwrót. A przeciwnik był nie byle jaki - niepokonana Armia Budionnego, ciesząca się naj gorszą sławą, dzicz niemal, nie znająca pardonu, nie biorąca jeńców. Zachowało się kilka opisów walk z udziałem Edwarda. Urszula do nich dotarła':
Pułk wobec braku dobrego ukrycia w terenie dostał się pod silny ogień artylerji nieprzyjacielskiej. Niebawem ruszyła do szarży część l-go pułku szwoleżerów i S-ci szwadron 8 pułku ułanów z podporucznikiem Pisulq i spędzili nieprzyjaciela do Zawidczyna południe. Następnie ruszyły do szarży 2-i, 3-i i 5-y szwadrony na ławy kozackie ...
Albo inny opis:
Tu dnia 4 sierpnia dołączył się do pułkownika Słotwinskiego cały pułk; położenie ogólne bowiem zmieniało się z godziny na godzinę. 7 sierpnia wieczorem pułk, odcięty od grupy operacyjnej jazdy, został wyparty ze Stanisławczyka na Toporów, 3-i i 4-y szwadrony nad Buldorkq dostały za późno rozkaz odwrotu. Zaledwie 4-ty szwadron zdążył przejść tą samą drogą, co pułk, natomiast porucznik Pisula z 3-im szwadronem idąc przez Stanisławczyk, zastał już miejscowość tą zajętą przez nieprzyjaciela. Bez chwili wahania porucznik Pisula, uderzywszy ostrą szarżą zaskoczył nieprzyjaciela i otworzył sobie drogę do pułku.
W ostatnich dniach sierpniach udało się wreszcie osaczyć Budionnego pod Zamościem. 31 sierpnia doszło do wielkiej bitwy kawaleryjskiej pod Komarowem - tam między innymi 8 i 9 pułki ułanów wykazały się wielkim bohaterstwem.
W drugiej fazie bitwy, w jej krytycznym momencie, na tyłach sił polskich pojawiła się spóźniona kozacka dywizja. Stawił jej czoła pułk 9-ty. Ale zaraz w ślad za nim ruszyły pozostałe pułki polskie. 8 pułk szedł kłusem w linii kolumn, jak na ćwiczeniach. Zachodzące słońce utrudniało widoczność. W pewnym momencie przed ułanów wysunął się szwadron km, który otworzył ogień. Przestrzeliwując linię 9 pułku, mierzył celnie w drugą linię nieprzyjaciela.
Wraz z 8 pułkiem ruszyli do boju wszyscy - sztab dywizji, sztab brygady, mały, 30-osobowy oddział 1 pułku ułanów. Wkrótce kolumna objęła też cofających się na prawym skrzydle ułanów małopolskich. W tej chwili idący na przodzie swego pułku rotmistrz Krzeczunowicz wydał komendę: "rozwinięęęęty .. , galoooopem ... , hurrrraaaaa .... !!!" Pułk całym swym impetem, całą swą siłą ruszył do szarży. Czy to wystarczy??? Błysnęły szable w zachodzącym słońcu, rozgrywała się walka o wszystko, na śmierć i życie ... Wreszcie nastąpiło załamanie w szyku bolszewików, przełamana na pół masa zaczęła się cofać, aż kozacy podali tyły. Oba polskie pułku - 8 i 9 - rozpoczęły pościg.
Porucznik Pisula był w tej szarży. Może nawet za tą bitwę otrzymał Virtuti Militari. Ale 70 jego kolegów z pułku zostało na zawsze pod Komarowem.
Wojna zbliża ludzi. Z czasem żołnierze tworzą jedną rodzinę, zawiązują się przyjaźnie na całe życie. Edward poznał w pułku wielu nowych przyjaciół. Odpowiadał za ich życie. Między innymi poznał dwóch braci Guźkowskich - Jerzego i Andrzeja, którzy porzucili swe kresowe, ziemiańskie życie i poszli w bój pod sztandarami Księcia Józefa. Jeden z nich, podporucznik Andrzej poległ 27 kwietnia 1920 roku pod Koziatynem, w pierwszych dniach wojny bolszewickiej. Z trzecim z braci, Marcinem, spotka się Pisula po kilku latach w 9 pułku w Trembowli.
W październiku 1920 roku wojna się kończy. Czas było wracać do koszar. Wojnę zakończył Edward w stopniu porucznika kawalerii, z Orderem Virtuti Militari i dwoma Krzyżami Walecznych na piersi; ale też z wieloma ranami. Miał dopiero 22 lata, z których pięć spędził na frontach, w okopach i na koniu. I ogromny bagaż doświadczeń. Ale był pewny swego wyboru - zostaje w wojsku.
... 8 maja 1921 roku pułk powrócił do swego stałego miejsca postoju w Rakowicach i Kobierzynie pod Krakowem. W dniu 24 maja tegoż roku w pogodną i piękną niedzielę na tle wspaniałej panoramy kopca Kościuszki i prastarego Wawelu odbyło się uroczyste powitanie żołnierzy, którzy po krwawych walkach w obronie Ojczyzny powrócili do Krakowa. Kilkadziesiąt krzyżów" Virtuti Militari" zabłysło w tym dniu na piersiach zasłużonych bojowników.
Najbliższe lata spędził Edward w 8 pułku, był dowódcą szwadronu, a wreszcie dowódcą szkoły podoficerskiej. W trakcie tej służby, 1 stycznia 1927 roku awansował do stopnia rotmistrza. W tym samym roku został skierowany do Grudziądza - stolicy polskiej jazdy. Tam była szkoła, w której kształcili się i doskonalili polscy ułani - prawdziwa kuźnia kadr. Uczestniczył tam w VIII Kursie Dowódców Szwadronów. Po ośmiomiesięcznym kursie pozostał w Grudziądzu - będzie teraz instruktorem, będzie szkolił młodych kawalerzystów.

W koszarach i na salonach

W 1930 roku rotmistrz Pisula został skierowany do Trembowli. Tam od 1924 roku w nowych, po wojnie już zbudowanych koszarach, stacjonuje dumny ze swych bojowych tradycji 9 pułk ułanów małopolskich. Edward obejmuje w pułku dowództwo szwadronu ckm. Spotyka w Trembowli wielu kolegów z lat wojny bolszewickiej, nie jest obcy. Dowódcą pułku w tym czasie był pułkownik Tadeusz Komorowski, znany jeździec, uczestnik Olimpiady w Paryżu. Ale oni znali się z pola walki, ramię w ramię walczyli pod Komarowem. Rotmistrz Ksyk, stary "dziewiątak", wspominał:
Każdy był przekonany, że pułkownik nikomu bez powodu krzywdy nie zrobi i nawet przy pociągnięciach personalnych, podyktowanych dobrem służby, będzie się starał nikogo bez potrzeby nie urazić
Zastępcą Komorowskiego był w tym czasie pułkownik Andrzej Kuczek, też uczestnik tamtej wojny. Komorowski w przyszłości zostanie Komendantem Głównym Armii Krajowej, Naczelnym Wodzem, a Kuczek - jeniec wojenny, zostanie zamordowany przez NKWD w Derkaczach pod Charkowem.
Wśród nowych kolegów Pisuli jest też trzeci z braci Guźkowskich - wspomniany już porucznik Marcin.
Trembowla była w tym czasie niewielkim, powiatowym miastem w województwie tarnopolskim. Toczyło się tu zwykłe żołnierskie życie, przeplatane wyjazdami na poligony, ćwiczeniami, zawodami konnymi. Oficerowie organizowali też sobie życie towarzyskie.
W pobliskiej Berezowicy, w domu Guźkowich, mieszkała siostra Marcina - Maria. Chyba. poznali się już wcześniej, gdyż wkrótce po przyjeździe Edwarda do Trembowli odbył się ich ślub, a w rok później przychodzi na świat pierwsze dziecko, syn - po bracie Tadeusz, gdyż jeszcze jako młodzi chłopcy się umówili, że synom dadzą wzajemne imiona. Tak więc Edward miał Tadeusza, a Tadeusz Edwarda. Rok później urodziła się córka Maria.
Po czterech latach musiał jednak opuścić Trembowlę - w 1934 roku Edward został przeniesiony na drugi koniec Polski- do Starogardu. Tam, w 2 pułku szwoleżerów objął stanowisko dowódcy szwadronu zapasowego, a 29 października 1936 został kwatermistrzem tego pułku. Tam też nie czuje się obco. Wszak 2 pułk szwoleżerów w 1920 roku szedł tym samym szlakiem, co jego macierzysty, 8 pułk. Razem walczyli pod Komarowem. Tu też spotyka go kolejny awans - 1 stycznia 1935 roku zostaje mianowany majorem. Wkrótce, w 1938 roku, otrzymał kolejny przydział, tym razem do Łańcuta, blisko rodzinnego domu. W Łańcucie został II zastępcą dowódcy 10 pułku strzelców konnych. Ten pułk już od roku przechodzi odmianę - jako jeden z pierwszych zostaje zmotoryzowany. Nowy sprzęt, nowe wyzwania. Ale też blisko rodziny. Można teraz częściej odwiedzać rodziców, rodzeństwo. W domu gospodarzył brat Tadeusz, niestety schorowany. Moja mama była niestety małą dziewczynką gdy ich odwiedzał, jej ojciec był chory na gruźlicę, a Edward często przejeżdżał p/zez te tereny i siedział przy łóżku swego jedynego brata i opowiadał mu o swoich brawurach wojennych ... mama nie pamięta wiele, ale trochę tak, ponoć nawet bolszewicy go kiedyś pojmali, ale uciekł im z więzienia. Dziadek mój zmarł w 1940/: Edward dbał bardzo o rodzinę, matkę i rodzeństwo ... był do nich bardzo przywiązany.
W sierpniu 1939 roku, w obliczu nadchodzącej wojny, został major Pisula mianowany zastępcą dowódcy 23 pułku ułanów Grodzieńskich. Znów przenosiny - tym razem do Postaw w wileńskim województwie. Poznaje swojego nowego dowódcę - pułkownika Zygmunta Miłkowskiego. Ale przecież już się znają - Miłkowski był porucznikiem, dowódcą szwadronu 12 pułku ułanów, gdy razem szarżowali pod Komarowem.
24 sierpnia 1939 roku nadchodzą rozkazy mobilizacyjne dla pułku. Transportem kolejowym pułk zostaje przerzucony do obszaru działania Armii "Prusy". 23 pułk ułanów wchodzi w skład Wileńskiej Brygady Kawalerii, dowodzonej przez plk. dypl. Konstantego Druckiego - Lubeckiego. Oprócz 23 pułku Brygadę tworzą 4 i 13 pułki-ułanów, 3 dywizjon artylerii konnej, 7 szwadron pionierów i 3 szwadron łączności. Wileńska Brygada zajęła pozycje wyjściowe w rejonie Piotrkowa. Kolejne dni przyniosły, niestety, rozczarowanie. Ciągły marsz w kierunku wschodnim, nękające' ataki lotnictwa, tłumy uciekinierów ... W nocy 7/8 września pułk odłączył się od całości sił Brygady. Nie było już szans na połączenie. Następnej nocy pułk uległ rozproszeniu - od sil głównych odcięte zostały 3 i 4 szwadrony. 9 września około północy, wobec zaistniałej sytuacji, dowódca pułku, płk. Miłkowski wydał rozkaz: Szwadrony mają iść samodzielnie ... Punkt zborny po wydobyciu się z okrążenia ... Św. Katarzyna. Nie udało się już jednak odtworzyć pułku jako jednolitego oddziału, choć znaczna jego część dotarła w rejon Świętej Katarzyny. Oddziały te pozostawały w Górach Świętokrzyskich jeszcze do początków października 1939 roku, nękając wojska okupanta.

Major "Tama"

Chcąc uniknąć niewoli, żołnierze przedostawali się w różne miejsca. Pisula udał się do Krakowa. Dotarł iam prawdopodobnie razem z dowódcą swojego pułku - płk. Miłkowskim. Włączyli się w życie konspiracyjne. W pierwszym okresie okupacji w Krakowie działało szereg struktur o różnym zasięgu. Nie wiemy, z którą z nich złączył się Pisula - być może z tą, którą organizowali pułkownicy Godlewski, Komorowski i Rudnicki? Nazywana Organizacją Wojskową Krakowa, albo też KaeRGe (od pierwszych liter nazwisk organizatorów) skupiała w dużym stopniu środowisko kawaleryjskie. A może z bardzo silną i rozbudowaną Organizacją Orła Białego pułkownika Pluty-Czachowskiego?
Okres ten nie trwał długo - już w październiku przybył do Krakowa gen. Tokarzewski i przystąpił do konsolidowania tych struktur w ramach Służby Zwycięstwu Polski. Była to jedyna w tym czasie organizacja działająca z polecenia legalnych władz polskich. Przystąpiono więc do scalania. W grudniu 1939 odbyła się w Krakowie narada scaleniowa. Od stycznia 1940 roku organizowano już jednolite struktury Związku Walki Zbrojnej.
Nie mamy bliższych informacji na temat roli, jaką Pisula odgrywał w krakowskiej ZWZ. Jerzy Śląski podaje, że działał w Sztabie Krakowskiego Okręgu ZWZ. Wiemy natomiast z relacji rodzinnych, że mieszkał w mieszkaniu zajmowanym przez jego żonę - Marię.
Wiosną 1941 roku gestapo dokonało silnego uderzenia w struktury Związku Walki Zbrojnej na terenie Okręgu Krakowskiego. Aresztowania objęły wszystkie struktury Okręgu - od Komendy Okręgu w dół i praktycznie wszystkie obwody. Do dziś trudno jest ocenić skalę ówczesnych aresztowań. Funkcjonowanie wielu placówek, a nawet obwodów zostało sparaliżowane. Wielu musiało uchodzić, zmieniać miejsce zamieszkania. Prawdopodobnie też wtedy musiał opuścić Kraków Pisula.
Odnajdujemy go w rok później w Tarnopolu. W czerwcu 1942 roku zgłosił się do komendanta tamtejszego Okręgu Armii Krajowej, ppłk. Franciszka Studzińskiego. Tarnopolski Okręg Armii Krajowej wchodził w skład lwowskiego Obszaru ZWZ-AK. W tym czasie dzielił się na 4 inspektoraty, a te z kolei na Obwody.
Przez miesiąc kierował Inspektoratem Tarnopol. Działa! pod pseudonimem "Tama". Podobno doszło do konfliktu z komendantem Okręgu - nie wiemy, na jakim tle. Pisula został odsunięty od obowiązków. Ale znów w rok później, w czerwcu 1943 roku, został kierownikiem Kedywu (Kierownictwa Dywersji) Okręgu. Ze względu na zadania, jakie wykonywał Kedyw, była to bardzo odpowiedzialna funkcja. Ze swoich zadań na pewno wywiązywał się dobrze - świadczą o tym pozytywne opinie wyrażane przez jego żołnierzy. Świadczą też osiągnięcia. Przecież teren był niezwykle trudny - okupant niemiecki, akcje antypolskie UPA, partyzantka sowiecka. Tym wyzwaniom należało stawić czoła. Pisula często wyjeżdżał w teren, zapoznawał się z pracą podległych mu żołnierzy, wydawał rozkazy. Znawca tych zagadnień, J. Węgierski, napisał w jednej ze swych książek:
Bardzo dobrze zorganizowany we wszystkich inspektoratach i nader czynny był Kedyw Okręgu Tarnopol, którego szefem w połowie roku został mjr sł. st. kaw. Edward Pisula "Tama". W samym tylko grudniu wykolejono tam 4 pociągi i parowozy, powodując poważne straty wojska niemieckiego w ludziach i sprzęcie oraz przerwy w ruchu kolejowym.
W marcu 1944 roku wojska rosyjskie wkroczyły w granice II Rzeczypospolitej. Wkrótce zajęły Tarnopol i posuwały się na zachód, Na zajmowanych terenach organizowano nabór do LWP.
W Trościańcu koło Sum powstawała Brygada Kawalerii. Do Trościańca ciągną dawni ułani, którym dotąd służyć w piechocie przyszło. ( ... ) Z wiosek i miasteczek, co dawniej na krańcach Polski leżały, z różnych miejscowości Związku Radzieckiego, gdzie ich losy wojny zagnały, zmierzają ułani w cywilnych łachmanach koleją, a nierzadko i pieszo. Do Trościańca. Nazwa tej miejscowości wymawiana jest wielekroć, jak hasło bojowe.

Ostatnia szarża

We wrześniu 1944 roku Pisula wstąpił ochotniczo do LWP i w stopniu podpułkownika objął dowództwo nad 3 pułkiem ułanów. lego podkomendni to w większości byli kawalerzyści - oficerowie, podoficerowie, ułani, akowcy, zesłańcy.
W początkach sierpnia Brygada dotarła na warszawską Pragę. Po drugiej stronie Wisły trwał śmiertelny bój. Żołnierze ludowego wojska patrzyli, jak kilkaset metrów od nich ginęli ich koledzy - akowcy, cywile, kobiety, dzieci. Miasto umierało. W wielu głowach rodziła się myśl udzielenia pomocy, przedarcia się przez Wisłę. Próby desantu na Czerniakowie, nie dość że mocno spóźnione (była już połowa września) zakończyły się zdziesiątkowaniem 8 pułku piechoty.
Dwa dni później po raz drugi forsowaliśmy rzekę. Tym razem przeprawa była zorganizowana sprawnie. Kierował nią d-ca 3 pułku, mjr Edward Pisula, stary kawalerzysta, a później partyzant. Jeden pluton miał nacierać przez most, drugi przeprawiać się łodziami. ..
Na nieszczęście gdzieś w sztabie wymyślili, aby przeprawę osłonić zasłoną dymną. Pomysł może i dobry, tylko że nie starczyło środków, aby puścić dymy na szerokości całej rzeki. Ograniczono się jedynie do odcinka forsowania. To zaalarmowało Niemców. We wschodni brzeg byli oni wstrzelani doskonale. Gdy tylko uniosły się w powietrze dymy zasłony, poczęły z miejsca strzelać ich cztery baterie ciężkie i lekkie oraz kilka moździerzy 6-cio lufowych, nie licząc mniejszych. Nawała ogniowa spadła na cały nasz brzeg, rozbiła spuszczone już na rzekę łodzie desantowe. Wówczas mjr Pisula razem z drugim plutonem ruszyli na most. Ale udało się im dojść tylko do obalonego przęsła. Dalej nie można było posunąć się: ogień wroga by! zbyt silny. Aż do zmroku ułani z mostu odpowiadali Niemcom strzałem na strzał. Ale przeprawa nie miała już szans. Po zmroku zostali wycofani .. Straty nasze były tym razem mniejsze, tylko dwóch poległo, ale czterech oficerów i kilkunastu ułanów było rannych
Gdy podpułkownik Pisula zrozumiał, że więcej nie otrzyma rozkazu pójścia na pomoc walczącym powstańcom, przygotował pułk do przejścia nocą przez Wisłę. Ktoś zdradził. Za tą niesubordynację - a może za swoją akowską przeszłość - został w listopadzie ukarany. Odsunięto go od dowodzenia pułkiem i internowano w Skrobowie koło Lubartowa, 30 kilometrów od Lublina. W tym czasie (jesień 1944 roku) z szeregów ludowego wojska niemal masowo wyciągano akowców. Większość z nich, po ciężkich przesłuchaniach, wysyłana była na wschód.
Obóz w Skrobowie przeznaczony był dla internowanych żołnierzy Armii Krajowej - tych rozbrojonych i aresztowanych (jak 27 Wołyńska Dywizja), i tych wyciągniętych z LWP. Obóz mieścił się w internacie dawnej szkoły zawodowej. W czasie okupacji najpierw stacjonował tam Wehrmacht, później był obóz jeńców sowieckich. Po wojnie przyszedł czas na akowców. Teren obozu otoczono czterometrowym płotem z drutu kolczastego. Wewnątrz ogrodzenia znajdowało się pięć budynków, z których jeden był miejscem internowania. Oddzielono go od pozostałych podwójnym ogrodzeniem z drutu kolczastego. Od przebiegającej w pobliżu szosy budynek odgrodzono płotem z przylegających do siebie desek. Komendantem obozu był major NKWD - Aleksander Kałasznikow - był człowiekiem brutalnym i ordynarnym, zachowywał się w sposób prostacki, dużo pil. Ochronę obozu stanowił batalion sowiecki (1100-1200 ludzi). W Skrobowie więziono niemal 500 osób.
Początkowo starszym obozu był mjr Tadeusz Grzymalski. Nie cieszył się on sympatią internowanych - wspominał Jerzy Śląski, więzień Skrobowa. Później stanowisko to objął zawodowy oficer kawalerii, ppłk Edward Pisula. Miał wtedy 46 lat, z których więcej niż połowę, bo 27, wypełniła mu służba w Wojsku Polskim. (... ) W SZP-ZWZ-AK od jesieni 1939 r. Ze sztabu Okręgu Krakowskiego został przeniesiony na kresy południowo-wschodnie. (. . .) Był tam organizatorem i kierownikiem szeregu akcji bojowych. (. .. ) Dla internowanych ppłk Pisula był nie kwestionowanym dowódcą, którego darzyli wielkim szacunkiem.
Z kolei inny więzień Skrob owa, prof. Jerzy R. Krzyżanowski, po latach wspominał:
Podpułkownik Pisula wyróżniał się postawą i wyglądem zawodowego oficera kawalerii. Szczupły, zgrabny, zawsze nienagannie umundurowany (czego nie można było powiedzieć o wielu oficerach), odznaczał się uprzejmością i przyjaznym stosunkiem do nas młodych, a choć niewiele miałem okazji na osobiste kontakty z oficerem wiekiem i stopniem o wiele mnie przewyższającym, przy tych nielicznych okazjach, kiedy stykaliśmy się podczas koleżeńskich imprez, takich jak występy chóru, rewelersów czy czytanie własnych poezji, ujmował osobistym urokiem i podkreślaniem wiążącego nas nielicznych koleżeństwa z czasów niemieckiej okupacji, zachowywanego i teraz, podczas okupacji nowej, sowieckiej. Stało się to jeszcze wyraźniejsze, gdy Grzymalski, oskarżany przez nas o przywłaszczanie sobie żywności z dostarczanych przez rodziny raz w tygodniu paczek, został ze swojej funkcji zwolniony, a podpułkownika mianowano na jego miejsce. Wręczając nam przesyłki zawsze znajdował przyjazne słowo i uśmiech, a nawet zdziwił się, gdy w jednej z moich paczek znalazł się tom" Ogniem i mieczem ", i prosił o pożyczenie tej książki przy jakiejś okazji. Oczywiście, zapisałem go na listę amatorów w pierwszej kolejności.
Wiadomość o jego aresztowaniu dotarła bardzo szybko do bliskich, którzy rozpoczęli poszukiwania. Najstarsza siostra, Jadwiga, szukała go w Lublinie, na Zamku. Mieszkała wówczas w Lubartowie - kilka kilometrów od Edwarda. Nie wiedzieli, że byli tak blisko siebie ...
W marcu 1945 roku grupa młodszych więźniów podjęła decyzję o zorganizowaniu ucieczki z obozu. U dali się z tym pomysłem do starszego obozu - ppłk Pisuli. (. . .) wysłuchał uważnie i odparł, że wojna dobiega końca, a sprawą obecnie najważniejszą jest to, by internowani w Skrobowie akowcy tego zakończenia wojny doczekali. Wygląda zaś na to, że doczekają.

Jestem starym oficerem - powiedział- potrafię więc docenić waszą determinację, ale nie chcę i nie mogę brać odpowiedzialności za życie kilkuset ludzi.
Po czym dodał, że według oceny jego i innych oficerów, szanse powodzenia ucieczki, podjętej bez pomocy z zewnątrz, wynoszą zaledwie 1 procent. "Wiemy" zareplikował wtedy, że grupa sposobią ca się do ucieczki szacuje te szanse nie na 1 lecz na 15 procent. Pułkownik uśmiechnął się gorzko, nie podjął dyskusji; życzył pomyślnego przebiegu bardzo śmiałej i ryzykownej - jak się wyraził- akcji, zakończył kilku serdecznymi słowami. Odmeldowali się i wyszli.
Decyzja jednak zapadła - 27 marca 48 więźniów podjęło udaną ucieczkę ze Skrobowa. Większość znalazła schronienie w działających na Lubelszczyźnie oddziałach partyzanckich. Tymczasem w obozie rozpoczął się terror. Na drugi dzień Pisula wraz z kilkoma oficerami i podoficerami zostali aresztowani. Przez więzienie w lubelskim Zamku trafił w połowie kwietnia 1945 roku do podwarszawskich Włoch. Tam była siedziba Głównego Zarządu Informacji WP. Warunki, panujące w prowizorycznych celach we Włochach były przerażające - nie było w nich nawet prycz. Stłoczeni do niemożliwości więźniowie (na cele przypadało 18 -20 osób) spali pokotem na klepisku, na które narzucono jedynie cienką warstwę słomy (. . .). Cierpieli głód, dziennie bowiem na dwóch aresztowanych przypadał talerz niczym nie omaszczonej kaszy i kromka chleba.
A do tego poddawano ich okrutnemu śledztwu, które nierzadko trwało i 20 godzin. Spośród tych oprawców najgorsi byli kpt. Smolikow i kpt. Speranskij.

... "Wszy, pchły, pluskwy, brak higieny. W naszej celi w maju był ppłk Pisula, który zapadł na bardzo silną biegunkę i chyba na nią zmarł, bo zabrano go z celi w bardzo złym stanie, gdyż nie mógł chodzić - opowiada jeden ze "skrobowiaków", kapral Wojciech Gutry
Pułkownik Pisula raczej nie zmarł na biegunkę - żył jeszcze dwa miesiące. "Proces" aresztowanych oficerów ze Skrobowa odbył się 9 czerwca 1945 roku we Włochach przed Sądem Wojennym Warszawskiego Okręgu Wojskowego. Akt oskarżenia obejmował 14 osób, ale 2 z nich - Pisula i bosman Dobrzański, ze względu na stan zdrowia w "rozprawie" nie uczestniczyło. Sędziemu Mieczysławowi Widajowi- "katowi Akowców" to nie przeszkadzało. Wszak swój flirt z "ludową sprawiedliwością" rozpoczął dopiero w marcu 1945 roku, musiał więc wykazać swoją przydatność.
Sąd wydał surowe wyroki - 5 osób skazano na karę śmierci, 3 osoby dostały po 10 lat więzienia, jedna osoba 9, a pozostali po 3 i 4 lata. Pułkownik Pisula dostał wyrok 3 lat więzienia z pozbawieniem praw publicznych na dwa lata. Datę rozpoczęcia kary wyznaczono od 18 kwietnia 1945 roku. Wszystkich skazanych na śmierć później ułaskawiono i zamieniono im wyrok na 15 lat więzienia.
Od tego momentu zaczyna się najbardziej tajemniczy fragment naszej opowieści o pułkowniku Pisuli. W niecały miesiąc po wyroku, 5 lipca, Pi sui a został przyjęty z Zarządu Głównego Informacji WP (a więc z Włoch) do Więzienia Karno-Śledczego Warszawa- Praga. Wpisano go do księgi więziennej pod numerem 11.381. W tydzień później więzień już nie żył. Dopiero 17 listopada 1945 roku sekretarz więzienia zawiadamiał Sąd Okręgowy o normalnej (sicl) śmierci więźnia Pisuli Edwarda, który zmarł dnia 12 lipca 1945 roku w ambulatorium tut. więzienia. Dlaczego zaznaczono, że śmierć była "normalna" ?
Śmierć pułkownika Pisuli budzi jednak wątpliwości. W roku 2001 Prokurator IPN odmówił wszczęcia dochodzenia w tej sprawie, opierając się na wspomnianym stwierdzeniu o normalnej śmierci. No, ale trudno oczekiwać, żeby cokolwiek innego napisano!!! Morderca miał napisać, że zamordował? Przede wszystkim nie sprawdzono dokładnie różnych wersji śmierci Pisuli, a oparto się na raporcie sekretarza więzienia i opowiadań współwięźnia, że chyba zmarł na biegunkę. A przecież jeden ze świadków mówił na przykład o powieszeniu Pisuli na drzewie III Może więc żyją jeszcze świadkowie III Nie zachowała sie żadna dokumentacja lekarska dotycząca przebiegu choroby, obdukcji. Dlaczego więc nie powiadomiono rodziny o jego normalnej śmierci, nie wydano ciała rodzinie? Gdyby to była śmierć naturalna, to przecież nic nie stało na przeszkodzie, aby rodzina zorganizowała pogrzeb.
Nie wiemy, gdzie pochowano pułkownika Pisulę. Podobno zwłoki mordowanych więźniów zakopywano na Cmentarzu Bródnowskim. A może na Mokotowie? W 2000 roku, z inicjatywy prywatnych osób, na Bródnie stanął pomnik - symboliczny grób. Wśród wielu nazwisk znalazło się na nim też miejsce dla ppłk. Edwarda Pisuli.
Jak zmarł pułkownik Pisula? Czy uda się wyjaśnić wciąż istniejące wątpliwości? Czy rodzina kiedykolwiek dowie się, gdzie są pogrzebane jego kości? Czas mija, ludzie odchodzą, zabierają ze sobą tajemnice. Czy śmierć pułkownika Pisuli, żołnierza Rzeczypospolitej, na zawsze już pozostanie taką nie wyjaśnioną tajemnicą?

Nie ma jego ciała .
Nie ma jego grobu .
Nie ma jego domu .



l Opisy pochodzą z: T. ŚmigieIski, Zarys historii wojennej 8-go
pułku ułanów Ks. Józefa Poniatowskiego. Warszawa 1929.
Avatar użytkownika
Prawie jak ułan
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 217
Dołączył(a): 12 lut 2009, o 15:12
Lokalizacja: Mielec

Poprzednia strona

Powrót do Historia Kawalerii

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Tablice Ramki Reklamowe Aluminiowe Plastikowe, Agencja Fine, Staropolska, Projekty Domów Drewnianych, Projekty Domów Drewnianych, Producent Kopert, Koperty, Ramki Aluminiowe, Stojaki na foldery, Ramki Plastikowe, Stojaki z plexi, Ramki Reklamowe, Stojaki Plakatowe, Potykacze, stojaki, tablice, ramki, akcesoria reklamowe, Stojaki i tablice przymykowe, Tablice przymykowe OWZ, Stojaki Typu A Potykacze, ¦ciana prezentacyjna, Stojaki plakatowe, Stojaki plakatowe niskie, Stojaczki plakatowe, Stojaki plakatowe Wysokie, Stojaki na plakat i foldery Niskie, Stojaki na plakat i foldery Wysokie, Ramki reklamowe, Ramki sprężynkowe, Ramki aluminiowe, Ramki plastikowe, Stojaki i wieszaki na foldery, Wieszaki na foldery, Stojaki na foldery Niskie, Stojaki na foldery Wysokie, Wyroby z PCV i plexi, Stojaki i tabliczki z plexi, Kieszenie plakatowe z PCV bezbarwnego, Akcesoria reklamowe, Informacja przydrzwiowa,
cron