Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies. Wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.

Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Moderatorzy: Staszek, Moderatorzy

Re: Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Postprzez Marcin M. » 4 wrz 2011, o 20:27

Niebawem rocznica szturmu Warszawy przez zastępy Moskali, 6-7 września 1831 r.

Ot z mej strony drobny epizod z dnia 7 szturmu tegoż...

Odcinek południowy

Akt 1
Szarże kawalerii.


Rosjanie:
Kolumna jenerała Rotha w sile:
Nieświeski pułk grenadierów, 2 baony, ok. 960 bagnetów,
Praski pp, 1 baon, ok. 300 bagnetów,

W ataku na szaniec 72 (Puzyrewski, myli się wyraźnie, prawiąc że chodzi o szaniec nr. 78, zresztą oznaczenia szańców i innych dzieł na załączonej mapie, są niewłaściwe), grenadiery moskiewskie od frontu atakowały bez pardonu fortyfikację, bronioną przez blisko 200 żołnierzy z 2. ppl. Wsparcie ogniowe flanek szańca 72, zapewniały działa fortyfikacji nr. 71, 73 oraz 11 i 13.
Garnizon Polski mężnie odparł owy atak. Rosjanie zalegli na przedpolu ostrzeliwani morderczym ogniem. Jenerał Roth począł mimo to układać żołnierzy do ponownego szturmu, lecz zamiar owy pokrzyżowany został przez przybyłe w sukurs obrońcom 2 szwadrony, najpewniej pułku Augustowskiego (ok. 240 szabel). Moskale uformowali czworoboki do odparcia ataku polskiej konnicy, oraz poczęli odwrót w stronę szańca nr. 80. Lecz w tym momencie dwa szwadrony naszej jazdy, runęły i najpewniej rozproszyły jeden lub nawet dwa oddziały jen. Rotha.
Co więcej do akcji przeciw Rosjanom włączyły się, wezwane przez jenerała Bema, cztery działa z 2. baterii lekkiej artylerii konnej, którą dowodził kpt. Jabłonowski.

Sytuacja Rosjan w owym momencie stała się krytyczna. Grupie Rotha groziła całkowita zagłada.

Jen. Nostitz widząc groźną sytuację wysłał do szarży elitę. III dywizjon pułku dragonów gwardii (ok. 280 szabel), prowadzony osobiście przez dowódcę owego regimentu jenerała Zassa.

Rosyjska konnica wykorzystała fakt, iż szwadrony polskie były rozproszone po wcześniejszej szarży na piechotę Rotha i nie dając pardonu, wpadli na nie i całkowicie je rozbili, rąbiąc potwornie pałaszami i zmuszając do panicznego odwrotu wprost na działa... kapitana Jabłonowskiego.
Sytuację próbował uratować przybyły na pole bitwy 1. pułk Jazdy Sandomierskiej z 1 dywizji kawalerii, (3 szwadrony, ok. 300 szabel, dowódca ppłk Wojciech Łączkowski) który łącząc się z rozbitymi szwadronami jazdy Augustowskiej runął na III dywizjon gwardii Zassa. Podczas trwania owego starcia przybył z ratunkiem I dywizjon dragonów, tak że siły walczących wyważonymi zostały ( 4 szwadrony rosyjskie, ok. 560 szabel na 5 szwadronów polskich, ok. 540 szabel).
Polacy uzbrojeni w lance, co było ich potencjalnie formalnym atutem, gdy chodziło o wykorzystanie impetu szarży, w bliskim zwarciu z dragonami gwardii nie mieli szans, a i o dziwo podczas szarż zawodzili Polacy całkowicie, jako że gwardziści rosyjscy lepszym wyszkoleniem i stanem koni skutecznie ten atut wroga - zneutralizowali.
Mimo to, walka owych 9 szwadronów, była niezwykle krwawa, okraszona ogniem kartaczowym z pobliskich dział. Impet zarówno Polaków jak i Rosjan osłabł, jen. Zass trafiony został kulą kartacza w plecy, a jen. Nostitz w prawy bok.

W tym przesileniu, do akcji włączył się pułk huzarów gwardii, 4 szwadrony, ok. 608 szabel, dowodzony osobiście przez dowódcę płk. Mussina-Puszkina.
Wpadł tenże ze swoją gromadą, na polskich kawalerzystów rąbiąc ich i pędząc niczym w błędnym kole na działa kapitana Jabłonowskiego. Ten widząc konnicę zmierzającą w jego stronę rozkazał wycofać działa. Niestety czas nie był po stronie Polskiego dowódcy. Tylko kanonierzy dwóch dział zdołali się wycofać, natomiast sztuka ta nie udała się dwóm pozostałym, na które to wpadły moskiewskie Huzary. Jedna armata wystrzeliła, rozszarpując kilku kawalerzystów szarżujących z frontu, acz oczywiście nie miało to znaczenia w skali ogólnej, jako że szarża składnie prowadzona nakryła swym "ciałem" wszystko co było wrogo na nią usposobione
Ta szaleńcza pogoń zatrzymała się częściowo dopiero w krzyżowym ogniu szańców 71 i 72, gdzie jenerał Umiński i Teodor Szydłowski próbowali przeciwdziałać kryzysowi.
Część huzarów rejterowała wraz z dragonami pod piekielnym ogniem kartaczy, lecz piękniej niż Brytyjczycy pod Bałakławą pozostała reszta huzarów gwardii pokazała klasę, jako że przedarłszy się przez owe szańce, wpadli z niesamowitym impetem na biernie stojący elitarny polski pułk strzelców konnych (tzn. 3. psk, 4 szwadrony, dowódca płk Franciszek Russyan), rosyjski pułkownik Mussin Puszkin wraz z resztą swych wiarusów wdarł się w środek polskiej konnicy rąbiąc niemiłosiernie i rejterując!!! cały regiment!, który to począł uciekać w stronę wału miejskiego.

Umiński darł się do Jabłonowskiego: "...wal do tych gałganów kartaczami, kiedy zmykają".

Drobny przyczynek z mej strony.
Marcin M.
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 64
Dołączył(a): 15 wrz 2010, o 20:22

Re: Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Postprzez Marcin M. » 6 wrz 2011, o 10:16

To już się zaczęło.

6 września 1831 roku. I-wszy dzień szturmu wojsk moskiewskich.

Pamiętajmy [']
Marcin M.
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 64
Dołączył(a): 15 wrz 2010, o 20:22

Re: Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Postprzez Ułan świętokrzyski » 6 wrz 2011, o 14:49

Wielkie dzięki Kolego! Dzięki Tobie będziemy wiedzieć znacznie więcej o tym zrywie niepodległościowym.
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2634
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30

Re: Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Postprzez Marcin M. » 6 wrz 2011, o 20:40

Otóż co warte jest zauważenia i przypomnienia, to fakt że wojsko rosyjskie które rozłożyło się pod Warszawą we wrześniu 1831 roku, było wojskiem z poważnym bagażem doświadczeń tych kilku miesięcy wojny. Grochów-Białołęka czy Ostrołęka, a i w równym stopniu mniejsze batalie jak I i II bitwa pod Wawrem czy Iganiami (itp.), przyczyniły się:

a) Do zniwelowania różnic w wyszkoleniu obu walczących armii,

b) Do przesiewu "rekruta" w korpusach liniowych (oraz w korpusie grenadierów), gdzie np. w I KP, znajdowały się regimenty, które posiadały po jednym baonie zamiast dwóch. Było to wynikiem dużych strat, oraz brakiem stosownych uzupełnień. "Baony mogły więc być słabe liczebnie, natomiast wartość bojowa wzrastała." [1] A to w połączeniu z "narodowymi cechami" Rosjan, jak; wytrwałość moralna i fizyczna, daje nam spokój w walce i nieprędkie uleganie panice.

Kolejną istotną kwestią jaką należy sobie uzmysłowić, a przemawiającą na korzyść strony atakującej, to dowódcy, poczynając od głównodowodzącego a kończąc na dowódcach korpusów. Przewyższali oni bowiem odpowiedników polskich; doświadczeniem i umiejętnościami. [2]

Dla przykładu:
Głównodowodzący, feldmarszałek kniaź Paskiewicz był weteranem jeżeli chodzi o prowadzenie oblężeń.
Uczestniczył w zdobywaniu Brasiłowa w 1809 r. (wojna z Turcją 1806-1811), w 1813 r. kierował pierwszą blokadą Modlina, w wojnie z Persją 1827 roku wziął w wyniku oblężenia i szturmu twierdze Erewań, Kars, Achajkalaki, Achalcyche. W wojnie z Turcją w 1829 zdobył Erzerum.

Mimo że brak mu było polotu a co za tym idzie i talentu w projektowaniu wielkich operacji wojsk lądowych, to o ironio pod jego auspicjami uskuteczniono plan manewru Armii Ruskiej na lewy brzeg Wisły w oparciu o granicę Prus Wschodnich.

W ogólnym rozrachunku obronić Warszawy się nie dało.

Bo i choć Rosjan było więcej (odpowiednio w piechocie stosunek ten wynosił: 1,7 do 1, w artylerii 1,5 do 1, to nie w tym doszukiwać należy się istoty porażki strony Polskiej.
Bowiem większa liczba rosyjskich żołnierzy, umożliwiła tylko dowódcom wysokiego szczebla, bardziej elastycznie rozdysponować podległym sobie wojskiem, tzn. stworzono do głównego planu natarcia sił I jak i II korpusu piechoty, warianty pomocnicze (odciążające) pod postacią dwóch silnych ataków grupy Strandmana i Murawiewa oraz działań pozoracyjnych grupy Chiłkowa i Nostitza, które to odciągnęły znaczne siły WP na odcinki drugorzędne.

Obrona Warszawy mogła dać pozytywny rezultat tylko wtedy gdy trzy ogniwa systemu obrony wzajemnie ze sobą korelowały! tj. I i II linia szańców, artyleria i rezerwy piechoty.

Obrona stała nie została należycie przygotowana przez stronę Polską, bowiem odległości dzielące I linię od II linii umocnień przekraczały granicę skutecznego strzału artylerii.
Co więcej zabrakło jasno określonych przed bitwą zarządzeń co do kooperacji sił podległym dowódcom korpusów (Umiński i Dembiński) z artylerią rezerwową dowodzoną przez Bema.
Bem, który dowodził również szańcami zewnętrznymi (tzn. I i II linii), miał zbyt dużą samodzielność.
6 września za późno włączył się do walki z artylerią rezerwową, a w dniu 7 września uczynił to o kilka godzin za wcześnie.

Co więcej kluczowe szańce miały za słabe obsadzenie żołnierzem (tam gdzie miało być minimum 900 ludzi, było ich 300 [sic!] przykładem jest reduta nr 54, którą dowodził major Dobrzelewski (słynna reduta Ordona jako że komendantem artylerii w niej był ppor. Julian Konstanty Ordon). Miał on do dyspozycji 2 kompanie piechoty z 1. pułku strzelców pieszych, oraz 3 armaty 12-funtowe, 1 jednoróg pudowy, 1 jednoróg 1/2 pudowy i 1 hakownicę oraz m.in. 297 granatów ręcznych i 9000 ładunków karabinowych. )

Jak wiemy długo owa samotna reduta, oporu Rosjanom nie stawiała. Upadła pod bagnetami pułków Biełozierskiego i Ołoneckiego.

Pozdr.
Marcin

----------------------------------
[1] Strzeżek, T., Obrona Warszawy 6-7 września 1831 roku, Olsztyn 1996, s. 32
[2] Tarczyński, M., Generalicja powstania listopadowego, Warszawa 1988, s. 236-7, 246-7, 248-50.
Marcin M.
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 64
Dołączył(a): 15 wrz 2010, o 20:22

Re: Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Postprzez Marcin M. » 8 wrz 2011, o 20:53

Szanowni Panowie Oficerowie, Rekonstruktorzy Minionych Czasów! Słuchajcie jaka heca się ostała przy Najjaśniejszym Imperatorze a i formalnie Królu naszym Aleksandrze I :)

Pierwsza duża parada "nowego" Wojska Polskiego odbyła się 15 listopada 1815 roku. Miało to związek z przybyciem do Warszawy Jego Cesarsko-Królewskiej Mości Aleksandra I.

Wojskowe przygotowania do tej uroczystości rozpoczęto już miesiąc wcześniej, ściągając do stolicy dwa pułki kawalerii tj. 1. i 2. strzelców konnych, cztery pułki piechoty; 2. i 4. ppl oraz 1. i 3. psp i 1 brygadę artylerii pieszej.
Aby można było zakwaterować polskich żołnierzy, miasto musiała opuścić część oddziałów rosyjskich. Pozostali jedynie ułani lejbgwardyii, dwa bataliony gwardyi tj. litewski i fiński, osiem batalionów rezerwowych z 15. i 26. dywizji piechoty i kompania artylerii pozycyjnej. Oczywiście, w samej Warszawie stacjonowała także polska gwadyja, po dwa szwadrony strzelców konnych i ułanów oraz po dwa bataliony grenadierów i strzelców pieszych.

W dniu przybycia do Warszawy, Aleksandra I wojsko rozstawione zostało wzdłuż trasy jego przejazdu, tj. od Belwederu do pałacu Saskiego. Kawaleria, ustawiona po prawej stronie Alei Ujazdowskich, otwierała szpaler. Od Belwederu do placu Trzech Krzyży stał dwa pułki strzelców konnych, a dalej aż do Bramy Triumfalnej - szwadrony gwardyi królewsko-polskiej i rosyjskiej lejbgwardyi.
Pomiędzy bramą a pałacem Saskim ustawiono 20 batalionów piechoty polskiej i rosyjskiej. [w:] BUW, Rozkaz dzienny przepisujący porządek, jaki ma być przy wjeździe Najjaśniejszego Cesarza i Króla do stołecznego miasta Warszawy z 8 XI 1815 r., sygn. 4.2.2.9./1815 t. 1; "GW" 1815, nr 92, z 18 XI, s. 1850-1852.

Po dotarciu władcy na plac Saski rozpoczęli maszerować, krokiem paradnym 12 000 chłopa! Aleksander I odziany w polskim mundurze, z orderem Orła Białego, oglądał ów widok przez bite półtorej godziny. W trakcie tego pierwszego oficjalnego przeglądu wojsk Królestwa Polskiego doszło do nieprzewidzianej protokołem, spontanicznej reakcji żołnierzy.

Otóż, kiedy król wyraził swoje zadowolenie z postawy szwadronów ułanów gwardyi polskiej, żołnierze wg. wspomnień Niemcewicza zakrzyknęli: "Niech żyje król!"

Zda się iż była to typowa, wyniesiona z okresu napoleońskiego, reakcja żołnierzy na pochwałę. Jednak przy wielkim kniaziu Konstantym, takie odstępstwo od protokołu było Zbrodnią!
Zgodnie bowiem z przygotowanym przez niego planem w czasie przejazdu władcy żołnierze mieli krzyczeć jedynie: "Hurra!" - i ni jotę więcej.
Zdenerwowany wielki kniaź, nakazał aresztować dowodzącego jednostką płk. Wincentego Szeptyckiego, a samo zachowanie ułanów określił mianem "wrzasków i poruszeń niedorzecznych", całkowicie niezgodnych z regulaminem. Dopiero osobista interwencja Aleksnadra I uspokoiła sytuację ;)

Pozdr.
Marcin
Marcin M.
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 64
Dołączył(a): 15 wrz 2010, o 20:22

Re: Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Postprzez Marcin M. » 9 wrz 2011, o 21:55

Może kogoś zainteresuje relacja naszego adiutanta Rzewuskiego z rosyjskim oficerem wysłanym przez jenerała Sackena do obaczenia się z jenerałem Żymirskim na pozycji pod Liwem w 1831.

http://gatczyna.blogspot.com/2011/09/adiutant.html

Pozdr.
Marcin
Marcin M.
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 64
Dołączył(a): 15 wrz 2010, o 20:22

Re: Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Postprzez Marcin M. » 11 wrz 2011, o 21:08

Dlaczego dawni bohaterowie nie popierali młodszych kolegów? Legendy epoki napoleońskiej w 1830 roku były już zmęczonymi starcami, którzy najlepsze lata swojego życia strawili na wojnach. Dobrze opłacani, przeżywali jesień swego życia w spokoju, strzegąc Królestwa Polskiego, które było jedynym świadectwem ich wysiłku

[w:] http://portalwiedzy.onet.pl/4869,51172,1632001,1,czasopisma.html

Zafrapował mnie powyższy tekst :)

Otóż, autor dość miesza pewne stałe fakty.
Po pierwsze to właśnie generalicja wystąpiła tłumnie za powstaniem [poza nielicznymi wyjątkami].
Nie była to, oczywiście, grupa jednolita politycznie i wiekowo, jednakże rozbieżności między nimi na większą skalę uwidoczniły się dopiero z chwilą walki o cele powstania.

Co więcej kwestia zbrojnego wystąpienia przeciw Rosji, nie była zupełnie obca naszej kadrze dowódczej. Pogłoski takie od października 1830 r., były codziennym tematem rozmów warszawskich salonów i ulicy.

Mimo to dla 21 generałów którzy znajdowali się 29 listopada w stolicy [tj. 54% stanu całej generalicji], pełniąc normalne obowiązki służbowe; wybuch powstania i pierwsze jego dni tj. od 29 XI do 3.XII 1830 r., postawiły w sytuacji nie do pozazdroszczenia.
Część z nich myślała np. że jest to zaplanowana prowokacja ze strony Różnieckiego, a nawet zorganizowany przez Konstantego sprawdzian gotowości alarmowej garnizonu ! :)

Tytuł tego artykułu, jest dość kontrowersyjny. Pogrom generałów? Otóż, To była rewolucja. A rewolucja niszczy tych którzy opowiadają się przeciw niej.
Nasze Narodowe wystąpienie w tamtych dniach i tak nie znaczy za sobą setek krzyży.

Autor lubo wspomina o Stasiu Potockim, że był on dobrym człowiekiem... cóż ale nie wspomina za Mochnackim że: "Jakaś fatalna namiętność zaślepiła go w tych szkodliwych zabiegach, jakieś złe, opaczne widzenie rzeczy musiało opanować jego duszę w tych wielkich chwilach..." I ta ślepa namiętność kazała Potockiemu wezwać za pośrednictwem Zamoyskiego, Konstantego by ten zorganizował szarżę swej jazdy w stronę tegoż powstańczego motłochu!

Kolejnymi grupami byli:

neotargowiczanie, do których Zajewski zaliczył: W. Krasińskiego, Różnieckiego, Kosseckiego, Wurtemberga. Byli to ci, którzy najpierw zdecydowanie wystąpili przeciw powstaniu, a następnie wycofali się z wojska polskiego i przeszli w sposób pośredni lub bezpośredni na służbę rosyjską.
Każdy z nich próbował uzasadnić swą decyzję względami ideologicznymi; w gruncie rzeczy jak potwierdza to choćby Tarczyński, byli to ludzie skompromitowani i zdawali sobie sprawę, iż w nowych warunkach pociągnięci zostaną do odpowiedzialności z antynarodową działalność lub pospolite malwersacje.

Co sobie Wincenty Krasiński, poczynił... już to z pułkiem strzelców konnych gwardyi, udał się na Aleje Ujazdowskie, by asekuracyję u boku Konstantego sprawować, a następnie pozostał z nim do 3 grudnia, przyczyniając się w dużej mierze do utrzymania oddziałów polskich w Wierzbnie. Po ustąpieniu Konstantego i powrocie oddziałów polskich do Warszawy, spotkał się z ostrym potępieniem opinii powstańczej, a nawet próbami zamachu.
3 grudnia na posiedzeniu Rady Administracyjnej Krasiński odmówił udziału w "ruchawce", a następnie zbiegł do Petersburga...

neutraliści, tj. grupę tę stanowili generałowie którzy wycofali się z udziału w powstaniu, ale pozostali w Królestwie i na szkodę rebelii nie działali. Choćby wspomnieć w tym przypadku o: Kurnatowskim, Hurtigu czy Rautenstrauchu.

Pozdr.
Marcin
Marcin M.
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 64
Dołączył(a): 15 wrz 2010, o 20:22

Re: Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Postprzez Marcin M. » 13 wrz 2011, o 19:04

Jeżeli przyjrzymy się ugrupowaniu wojska rosyjskiego w chwili wkroczenia na terytorium Królestwa w początkach lutego, zrozumiemy że kawaleria była wykorzystana przede wszystkim do osłony lewego skrzydła nacierających korpusów piechoty. Do tego zadania wyznaczono 3 korpus rezerwowy kawalerii, którego punkt zborny znajdował się w Ciechanowcu. Osłaniał on lewe skrzydło VI i I korpusu piechoty (atakowały one na linii Tykocin-Żółtki-Suraż-Piętkowo).

Osobne zadanie wyznaczone zostało 5 korpusowi rezerwowemu kawalerii, jenerała bar. Kreutza.

Otóż stanowił on wraz z oddziałem pułkownika Anrepa (2 szwadrony Ukraińskiego pułku ułanów i Doński pułk kozaków (5 secin) lewe skrzydło wojsk rosyjskich.

Rozłożenie jak i początkowa marszruta powyższego wojska przedstawiała się następująco:

1) płk Anrep, przeszedł granicę pod Terespolem po szosie brzeskiej, kierując się na Białą i Międzyrzec.
2) jen. Gejsmar (2 dywizja strzelców konnych, dwa pułki kozaków i 24 dział), przechodzi granicę pod Włodawą, zwracając się na Radzyń i Łuków w celu prowadzenia demonstracji na prawym skrzydle wojsk nieprzyjacielskich
3) jen. bar. Kreutz (2 dywizja dragonów, pułk kozaków, 24 dział), przechodzi granicę pod Uściługiem, z pochodem na Krasnystaw, Piaski i Lublin.

Otóż oddział Anrepa i 5 k.r.k. Kreutza przyczynią się do zajęcia całego województwa lubelskiego i części podlaskiego, a poprzez rozbicie grup powstańców, mogą również pokusić się o założenie przeprawy, na odcinku górnej Wisły.

O czym Mości Panowie, pragnęliby porozmawiać?
Nie, żebym nalegał, ale dość chaotycznie prowadzę ten temat, tj. trochę tego i trochę tamtego poruszam. Boję się że staje się to wszystko troszkę nieczytelnym :)

Pozdrawiam,
Marcin
Marcin M.
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 64
Dołączył(a): 15 wrz 2010, o 20:22

Re: Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Postprzez Marcin M. » 3 paź 2011, o 21:06

”Polacy – pisał nazajutrz po bitwie jakiś nieznany oficer rosyjski – walczyli jak Francuzi za najlepszych czasów. Kule padały jak grad w Olszynie, nieustanne gwizdały kartacze. Nie było tam ani jednego drzewka nieuszkodzonego"

Po trzecim a następnie czwartym, nieudanym szturmie Olszynki, feldmarszałek Dybicz grzmiał z gniewu: ”Małej garstki Polaków przełamać nie możemy, więc naszym życiem musimy zapłacić!"

Toż ten Chłopicki, diabeł z rogami, jak gentelman Picton dowodzący swoimi „synami” pod Waterloo, w czarnym surducie ubrany, z cygarem w ustach bez broni żadnej.
Stoi na przedzie trzech batalionów pułku grenadierów wraz z jenerałem Milbergiem i ppłk Prądzyńskim, jako że czwarty baon odkomenderowano do osłony baterii płk Piętki. Sam jeden niewzruszony heros pośród pożogi. Marsowa jego postać wśród gradu kul zawsze czyniła potężne wrażenie na widowni.
A gdy tak stali i ruszyli w bój, Moskale zadrżeli w posagu. Neidhardt widząc atak polskiej kolumny zrazu wysunął kilka baterii, ta ziejąc kartaczami zabiła konia zarówno pod Prądzyńskim jak i Chłopickim, który niegroźnie rannym w lewą nogę został. Dosiadłszy innego konia, prowadził dalej natarcie.
Pojawiły się duchy przeszłości, zastępy dawnego wojska wstały z ziemi by pokazać bagnet tyranii, parafrazując Suworowców spod Białołęki.
Chłopicki po tej nawale żelastwa, począł widzieć że szereg pierwszy batalionu grenadierów zaczął się chwiać. Nie namyślając się dwa razy, porwał rannemu z rąk karabin i z bagnetem w ręku, bez kapelusza i rzec by można pardonu, z rozwianym włosem poprowadził kolumnę naprzód, wyniosły, górujący nad zgiełkiem bitewnym, z twarzą czarną od prochowego dymu.
Grenadierzy w pochodzie niepohamowanym a po połączeniu się z brygadą strzelecką z dywizji jenerała Szembeka, runęli na rosyjską 3 dywizję piechoty, wynurzającą się z lasku Olszynowego od strony Grochowa. Moskale zostali rozbici.

Pozdr.
Marcin
Marcin M.
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 64
Dołączył(a): 15 wrz 2010, o 20:22

Re: Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Postprzez Marcin M. » 3 paź 2011, o 21:10

O godzinie 18.00 25 lutego, feldmarszałek Dybicz wstrzymał wszystkie ruchy wojsk rosyjskich. Gdzieniegdzie harmaty rosyjskie dawały strzały na popis, tak mniej ni-więcej do 21.00.

Ciut przywary swej dodam, z oficjalnej kroniki moskalskiego regimentu:
Tam przy tej kępie - górze lodowej - roztrzaskał swój dziób okręt rosyjski. Parę metrów od niej, niczym rozbitek, leżał pewien oficer z pułku nowoingermanlandzkiego. Szablę trzymał w swej skrwawionej dłoni wskazując kierunek ataku - jakby żył i miał zaraz wydać komendy swym sołdatom do ataku. Rozkaz wykonał wbrew wszystkiemu, życiem jednak jemu i po większej części jego ludziom zapłacić kazano. Czwartacy stojąc w Olszynie bez pardonu strzelając i dźgając bagnetem, żadnemu Moskalowi nie odpuścili.

Straty były kolosalne, w owym regimencie nowoingermanlandzkim naliczono zrazu bo bitwie 200 żywych [sic!], przepiękny pułk kirasjerów Księcia Alberta Pruskiego stracił 80% stanu [sic!].

Straty rosyjskie poniesione tylko w dniu 25 lutego, śmiało można określić na 12000 ludzi. Według wielkiego księcia Konstantego, sam VI Korpus postradał 22 oficerów sztabowych i 73 oficerów młodszych. Mówiło się że przez szpitale przyfrontowe przewinęło się 5000 rannych. Ludwik Mierosławski straty rosyjskie oszacował na 14000 w zabitych, rannych i jeńcach. W samej Olszynie trupów rosyjskich było około 5000. Według Smitta, Rosjanie postradali 9400 w zabitych i rannych. Dybicz zrazu po zakończeniu bitwy raportował 4000 poległych, po czym powiększył ich liczbę do 8000. Są to liczby zbyt niskie. Przyjmując od początku kampanii 2292 zabitych, 11349 rannych, 2393 jeńców otrzymujemy razem 16404 ludzi, lecz byłby to rachunek minimalny.

Straty polskie poniesione 25 lutego, według wykazu sporządzonego przez poszczególne oddziały wynosiły odpowiednio 6941-7349, oraz 1054 jeńców i zaginionych. Wśród zmarłych znalazł się płk Karol Chmielowski, dowódca 1 pułku strzelców pieszych, lat 40, Kawaler Legii Honorowej, którego pamięć uwieczniła tablica pamiątkowa w kościele Karmelitów Bosych w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu. Ogólnie było 17 poległych i 6 zaginionych oficerów.
Na pobojowisku pozostały 3 działa zdemontowane i 28 jaszczyków.

Największe straty z pułków polskich walczących pod Grochowem, poniósł elitarny pułk grenadierów (1043 ludzi), 7 pułk piechoty liniowej (832 ludzi ok. 40%), 3 pułk piechoty liniowej (31%), 4 pułk strzelców pieszych (42%), 4 pułk piechoty liniowej (26%), pułk weteranów czynnych (18%), 2 pułk strzelców pieszych (16%).

7 marca inicjatywa zaczęła wchodzić w ręce polskie. Tegoż dnia bowiem armia rosyjska wycofywała się spod Pragi. Sytuacja owa sprzyjała ofensywie polskiej na Siedlce. "Nie mogę ukrywać, że uważam za stracone wszystkie wyniki naszej ciężkiej kampanii zimowej.. Jestem zrozpaczony zwrotem, który przybrała ta wojna, podjęta przy pomocy tak znacznych środków, od której - powiedzmy wyraźnie - zależy polityczne istnienie Rosji", tak raportował Mikołajowi I feldmarszałek Dybicz. Odpowiedź Imperatora była tyleż sroga dla głównodowodzącego co pochlebna dla polaków: "Niech mi wolno będzie wyrazić Panu moje zdziwienie i mój żal, że w tej nieszczęśliwej wojnie donosisz mi częściej o klęskach, niż o zwycięstwach, że w 189000 nie możemy nic zrobić 80 tysiącom."
Marcin M.
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 64
Dołączył(a): 15 wrz 2010, o 20:22

Re: Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Postprzez Ułan świętokrzyski » 5 paź 2011, o 23:01

Pisz co tylko możesz. Mnie osobiście interesuje, czy były jakies potyczki w okolicy Buska Zdroju, w okolicy Pacanowa szczególnie :D
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2634
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30

Re: Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Postprzez Marcin M. » 7 paź 2011, o 21:31

Szacowny Ułanie!

W bliskim rejonie który mi podałeś, jedynie na północny wschód od Buska Zdroju w m.in. w miejscowości Łagów, doszło do znaczniejszej bijatyki, wojsk jenerała Różyckiego z rosyjskim jenerała Rydygiera.

Działo się to jednak gdy Warszawa od dwóch przeszło tygodni znajdowała się w rękach moskali.

20 września, jenerał Różycki który wcześniej stał w Miechowie, niedaleko Kunowa, a oddział Kamińskiego posłał do Opatowa, zarządził ruch ogólny swych wojsk dalej na południe, samemu podążając do Nowej Słupi, gdzie zamierzał usadowić się na krótki czas w lasach Świętokrzyskich celem prowadzenia walki obronnej, na lewo pod Bodzentynem, postawił pułkownika Lanckorońskiego, na prawo, pod Opatowem - Kamińskiego, który miał utrzymywać komunikację z Sandomierzem. Siła całości wojsk naszych dochodziła do 9000 tysięcy ludzi [bagnetów i szabel] wraz z 9 działami. I wypada mi w tym miejscu wspomnieć o jeździe w oddziale jenerała Samuela Różyckiego.

Otóż, cała kawaleria wchodziła w skład brygady jenerała Kamińskiego, którą tworzyły trzy pułki.
- Pierwszy z nich składał się z jazdy wołyńskiej K. Różyckiego zasilonej szwadronem Legii Litewsko-Ruskiej konnej.
- W drugim znalazły się szwadrony utworzone w zakładach starej jazdy przeprowadzonych z woj. kaliskiego i mazowieckiego na południe kraju
- Trzeci składał się ze szwadronów wystawionych przez zakłady nowej jazdy.
Tym ostatnim regimentem dowodził podobno ppłk Franciszek Gajewski, ale z innych źródeł wynika, iż podlegał najpierw płk. Antoniemu Kuszllowi, a następnie ppłk. Chmielewskiemu. :)
Jeżeli chodzi o organizację tak ad hoc zorganizowanych pułków kawalerii, to trzeba nadmienić że nie były to pułki które odpowiadały tym, które funkcjonowały w armii głównej. Nie miały stałych etatów. Ich skład zmieniał się w miarę, jak dołączały do nich oddziały i pododdziały z zakładów jazdy. I co warte odnotowania tak ułożona Brygada nigdy nie wystąpiła w walce jako zwarty związek.

Rosyjski dowódca Rydygier za cel swój założył manewr obchodzący prawe skrzydło nieprzyjaciela, celem odcięcia go od Krakowa i Galicji [cel wyprawy Różyckiego], rozbicie, jeśli go dopędzić się uda, i odparcie bądź ku armii głównej, bądź ku pruskiej granicy.

Wybył więc Ów, w dniu 22-gim z Ożarowa do Sobótki, gdzie połączył się z Fezim. Siła tak dobranego oddziału interwencyjnego moskali wynosiła ok. 6000 piechoty, 2800 jazdy i 24 dział konnych. [m.in. pułki ułanów Wołyński i Litewski]

Tymczasem jenerał Kamiński widząc ruch Rosjan, podjął decyzję o opuszczeniu Opatowa i udania się do Łagowa celem połączenia z Różyckim.

Rydygier stanął w Opatowie o 10-tej z rana i po krótkim wypoczynku ruszył dalej na Łagów. Awangardą dowodził Krassowski [szwadrony, na tę chwilę nie pomnę ale zdaje się pochodziły z Wołyńskiego pułku ułanów] , który wpadłszy swą jazdą lubo przed miastem, rozbił część naszej jazdy i wyciął w polu odłączoną kompanię piechoty.
W odwrocie oddział Różyckiego poszedł do Rakowa częściowo pod jego dowództwem, częściowo do Stopnicy pod jen. Kamińskim. Kolumna, cofająca się na Raków, zaskoczona przez kawalerię rosyjską, z trudem odparła ją i uratowała swoją artylerię...

Takie to były smutne akordy końca wojny roku 1831 :(
Marcin M.
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 64
Dołączył(a): 15 wrz 2010, o 20:22

Re: Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Postprzez Ułan świętokrzyski » 7 paź 2011, o 22:27

Największe dzięki.Prześlę ten tekst kolegom z Opatowa. Na pewno ich to bardzo zainteresuje. Osobiście nigdy nie słyszałem o tej potyczce. Ale od czegóż są Koledzy z Forum? Jeszcze raz wielkie dzięki i czekamy na kolejne perełki.
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2634
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30

Re: Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Postprzez Marcin M. » 1 gru 2011, o 23:25

W walkach o przejęcie kontroli nad Warszawą [29 XI - 3 XII 1830 r.] po stronie powstańczej nie znalazł się żaden oddział regularnej kawalerii polskiej. Odnotować należy jedynie obecność na Pradze około 60 żołnierzy i dwóch podoficerów z 1. i 2. puł, którzy po odsłużeniu 10 lat nie chcieli zostać w armii.
Ściągnięto ich przeto do Warszawy, aby przed obliczem Konstantego zmienili zdanie... stała się jednak insurekcja a w walkach wg Strzeżeka prawdopodobnie nie wzięli udziału.

Po stronie Konstantego opowiedział się natomiast nasz pułk strzelców konnych gwardii, szkoła podchorążych jazdy oraz żandarmeria [ok. 40 konnych stacjonujących w stolicy].
Najzacieklej natomiast zwalczali powstańców szaserzy gwardii. Było to spowodowane kilkoma względami.
Po:
[1] Poczucie honoru nakazujące zachowanie wierności przysiędze,
[2] Ochronę członka rodziny cesarskiej,
[3] Karność wpajana przez wyższych oficerów była większa niż w pułkach liniowych,
[4] Poczucie więzi i solidarności między oficerami,
[5] Niewiara w sukces powstania i przekonanie o trwałości bytu Królestwa pod berłem carów,
[6] Autorytet u gen. Wincentego Krasińskiego i gen. Zygmunta Kurnatowskiego, którzy zresztą bez wahania opowiedzieli się za Konstantym.

Szaserzy najaktywniej operowali na ulicach stołecznego miasta 29 XI i do południa następnego dnia, kiedy to wycofano ich za rogatki miasta. Owe wycofanie wymusili młodsi oficerowie tego pułku na wielkim księciu, by już to nie "ciąć swoich".
Tym niemniej czas który przesłużył ów regiment w chwili zwarcia, nie został wykorzystany jedynie na rozbrajaniu cywili. Wyłapywali ich i odstawiali do obozu wielkiego księcia, nierzadko przy tym "jeńców" szykanując, poniżając i płazując. [tak według Lipińskiego i Roślakowskiego]
Zatrzymali jednak tych cywili najwięcej, gdyż tylko oni operowali z woli Konstantego w głębi miasta (w Śródmieściu na północ od ulicy Marszałkowskiej]. Niewątpliwie więc działali na szkodę powstania, gdyż osłabiali jego siłę zatrzymując mogące je wesprzeć oddziały wojskowe, jak np. stało się ze szkołą bombardierów por. Wincentego Nieszkocia, która z czterema działami zmierzała do powstańców...
Ostatnio edytowano 2 gru 2011, o 17:03 przez Marcin M., łącznie edytowano 1 raz
Marcin M.
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 64
Dołączył(a): 15 wrz 2010, o 20:22

Re: Jazda Królestwa Polskiego. Lata pokoju. Lata wojny.

Postprzez Ułan świętokrzyski » 2 gru 2011, o 15:03

No powiem szczerze! O tym nie słyszałem. Ale przecież niełatwe to były czasy. Inaczej w armii pojmowano poczucie honoru niż obecnie ( nie wiem czy w ogóle o czymś takim obecnie można w naszej armii mówić). Wdzięczny jestem bardzo za tą informację.
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2634
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Historia Kawalerii

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Tablice Ramki Reklamowe Aluminiowe Plastikowe, Agencja Fine, Staropolska, Projekty Domów Drewnianych, Projekty Domów Drewnianych, Producent Kopert, Koperty, Ramki Aluminiowe, Stojaki na foldery, Ramki Plastikowe, Stojaki z plexi, Ramki Reklamowe, Stojaki Plakatowe, Potykacze, stojaki, tablice, ramki, akcesoria reklamowe, Stojaki i tablice przymykowe, Tablice przymykowe OWZ, Stojaki Typu A Potykacze, ¦ciana prezentacyjna, Stojaki plakatowe, Stojaki plakatowe niskie, Stojaczki plakatowe, Stojaki plakatowe Wysokie, Stojaki na plakat i foldery Niskie, Stojaki na plakat i foldery Wysokie, Ramki reklamowe, Ramki sprężynkowe, Ramki aluminiowe, Ramki plastikowe, Stojaki i wieszaki na foldery, Wieszaki na foldery, Stojaki na foldery Niskie, Stojaki na foldery Wysokie, Wyroby z PCV i plexi, Stojaki i tabliczki z plexi, Kieszenie plakatowe z PCV bezbarwnego, Akcesoria reklamowe, Informacja przydrzwiowa,
cron