Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies. Wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.

CWKaw we wspomnieniach

Moderatorzy: Staszek, Moderatorzy

CWKaw we wspomnieniach

Postprzez Staszek » 16 maja 2010, o 16:48

Po gimnazjum poszedłem od razu do podchorążówki w Grudziądzu (…). Bardzo lubiłem tę służbę bo się miało do czynienia z końmi, a koledzy podchorążowie też stanowili miłą kompanię. To była cudowna okazja żeby się wyjeździć konno, a przy tym napatrzyć się pięknych widoków, bo Grudziądz jest położony w bardzo ładnej okolicy (…). Powinienem się też był rozmaitych rzeczy nauczyć w czasie tej służby. Właściwie nauczyłem się niewiele, dlatego że człowiek stale był niedospany i zmęczony, więc każda okazja do drzemki była dobra, wykłady zwłaszcza (…). A gdzie się poza tym sypiało czy drzemało, to nawet wstyd powiedzieć. Bo na przykład w czasie mszy świętej garnizonowej taki miałem ulubiony konfesjonał w ciemnym kącie, gdzie zasiadałem, zamykałem się tam i nikt nie widział, jak smacznie odsypiam zaległości. Bardzo to było nieładne, ale prawdziwe, bośmy jednak dostawali w kość potężnie. Myślę, że ta podchorążówka dała nam pewną postawę, której wojsko przedwojenne uczyło. To znaczy, że rozkaz ma być wykonany, co nie oznacza ślepego posłuszeństwa, tylko wspólne działanie, dla wspólnego dobra, przeciwko wspólnemu nieprzyjacielowi. I że nie ma takich przeszkód, które by rzeczywiście uniemożliwiły wykonanie rozkazu, zrobienie tego, co do człowieka należy. W pewnym sensie myśmy byli trenowani w taki sposób, żeby mieć poczucie, że nie ma rzeczy niemożliwych, żeby nawet mission impossible zawsze wykonać, ponieważ to jest elementarnym obowiązkiem żołnierza. Mnie się to z perspektywy czasu bardzo podoba. Szczególnie mi się zaczęło podobać, kiedy młodsi koledzy przychodzący do „Tygodnika Powszechnego” potrafili nie wykonać nie tyle rozkazu, ile prośby czy polecenia. Kiedy na przykład prosiło się ich, żeby odnieść – pamiętam doskonale taką scenę – żeby odnieść materiał do druku, bo jest ostatnia chwilai drukarze go potem już nie przyjmą. Sprawdzam na następny dzień, czy rzecz została wykonana – nie, materiał nie został doręczony, wskutek tego nie zostanie wydrukowany. Pytam się: - Co się stało, na litość boską? – A, tak mi się pić zachciało, że poszedłem do baru mlecznego na kakao, a tam był długi ogonek i nie zdążyłem. To dla mnie było doświadczenie tak przeciwne temu wszystkiemu, czego nauczyła mnie podchorążówka, że zupełnie nie mogłem takiej postawy zrozumieć. Ale okazało się, że to później tak poszło właśnie. To była postawa – nie powiem, że właściwa dla całego pokolenia, ale z pewnością dla ludzi, którzy tej twardej wojskowej dyscypliny nie przeszli.
Troszkę się dziwię, że my, podchorążowie, byliśmy w mieście Grudziądzu popularni czy nawet bardzo lubiani. Okazywano nam nieraz wielką sympatię, a w gruncie rzeczy myśmy byli w godzinach przepustek straszliwymi chuliganami. Przypominam sobie na przykład takie jazdy tramwajem, kiedy motorniczemu odbierało się korbę i jechało się tramwajem zupełnie na wariata. Albo taka historyjka: Wróciliśmy kiedyś do koszar po przedłużonej przepustce, gdzieś nad ranem, i jeden z naszych dużo starszych kolegów z podchorążówki zawodowej, Tomek Libiszowski, któremu nigdy nie brakowało fantazji, zobaczył świeżo zasadzony przed frontem koszar rząd drzewek i z okrzykiem: „Z góry tnij”, wyrwał szablę z pochwy, pogalopował z prawej nogi, oczywiście na piechotę i ściął bardzo pięknie te drzewka, jedno po drugim. Kiedy dobiegł do samego końca tego szeregu, zostawiwszy ruinę za sobą, nagle zorientowaliśmy się, że to bardzo niedobrze, bo jakże będą koszary bez drzewek wyglądać. Wobec tego pojechaliśmy do jakiegoś sadownika, ktry gdzieś niedaleko mieszkał – ja to mgliście wszystko pamiętam – ale pamiętam budzenie go, zakup drzewek i sadzenie ich po ciemku jeszcze, bo świtało zaledwie. Zadowoleni z dokonanego czynu, czyli zasadzenia drzewek, poszliśmy spać. Po czym następnego dnia dowiadujemy się, że Tomek Libiszowski siedzi w kozie. To się nazywało nieco brutalniej w ówczesnym języku militarnym, ale w każdym razie siedzi. Okazało się, że zasadziliśmy te drzewa niedobrze, bo gałęziami do dziury, a korzeniami w powietrze. To oczywiście wywołało efekt niepożądany, czyli zdumienie władz wojskowych, które po nitce do kłębka doszły do tego, co, kto i jak. Naturalnie, nikt niczego nie ukrywał, no i Tomek Libiszowski wylądował na kilku czy kilkunastu nawet dniach ścisłego aresztu, bo pamiętam, że go potem mocno nieogolonego w tym areszcie odwiedzałem.
I takich perypetii było sporo, ale jednak jakeśmy wchodzili do „Królewskiego Dworu”, to orkiestra grała „Więc pijmy wino…” – dalej słowa biegną – „szwoleżerowie”, ale myśmy zawsze uważali, że to jest ”Więc pijmy wino podchorążowie” i byliśmy zdania, że to niemalże specjalnie dla nas skomponowana pieśń. Przy tym strasznie darliśmy nosa jako kawalerzyści, właściwie tylko z lotnikami zadawaliśmy się jak równy z równym, a wszystkie pozostałe rodzaje broni uważaliśmy za gorsze. Tak, że głupie to było wszystko, ale dosyć sympatyczne (…).
(…) cieszyła mnie ta służba – w gronie miłych kolegów, dużo w terenie, ciągle w siodle – a z tym kłopotów na ogół nie miałem, także w czasie dość elementarnej woltyżerki czy na ujeżdżalni. Uwagi na ujeżdżalni padały na ogół nie mniej soczyste niż w czasie musztry pieszej. Z tych ostatnich zapamiętałem zwłaszcza dwie: „To ma być w lewo patrz? Na „w lewo patrz” macie tak szarpnąć głową, żeby wam się smark dwa razy wokół szyi okręcił!”. I druga uwaga, albo raczej klasyczne, znane chyba w całym wojsku porównanie, kiedy stuk butów na spocznij brzmiał nierówno: „jakby koza na bęben srała”. Fi donc (A fe) – jak powiedział Edzio Szerauc, patrząc z niesmakiem na wachmistrza Fikusa, nieumiejącego powstrzymać torsji po nadmiernym spożyciu alkoholu – „fi donc, skrajny realizm!”.

Fragment książki Jacka Woźniakowskiego „Ze wspomnień szczęściarza”

A to dla przybliżenia nieco postaci:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jacek_Wo%C5%BAniakowski
Avatar użytkownika
Staszek
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 169
Dołączył(a): 4 cze 2006, o 23:26
Lokalizacja: Ułan Księcia Józefa

Re: CWKaw we wspomnieniach

Postprzez fen » 17 maja 2010, o 00:21

Taka refleksja naszła mnie galopem -

czy my mamy jeszcze wojsko ?
co komu szkodziły Szkoły Podchorążych Rezerwy ?

W 1683 roku ratowaliśmy Wiedeń a w dwadzieścia lat później nie mieliśmy już husarii ani wojska .
fen
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 154
Dołączył(a): 24 lut 2010, o 02:30
Lokalizacja: Związek Jaszczurczy Hufiec Karkonosze Szwadron Rudawy


Powrót do Historia Kawalerii

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Tablice Ramki Reklamowe Aluminiowe Plastikowe, Agencja Fine, Staropolska, Projekty Domów Drewnianych, Projekty Domów Drewnianych, Producent Kopert, Koperty, Ramki Aluminiowe, Stojaki na foldery, Ramki Plastikowe, Stojaki z plexi, Ramki Reklamowe, Stojaki Plakatowe, Potykacze, stojaki, tablice, ramki, akcesoria reklamowe, Stojaki i tablice przymykowe, Tablice przymykowe OWZ, Stojaki Typu A Potykacze, ¦ciana prezentacyjna, Stojaki plakatowe, Stojaki plakatowe niskie, Stojaczki plakatowe, Stojaki plakatowe Wysokie, Stojaki na plakat i foldery Niskie, Stojaki na plakat i foldery Wysokie, Ramki reklamowe, Ramki sprężynkowe, Ramki aluminiowe, Ramki plastikowe, Stojaki i wieszaki na foldery, Wieszaki na foldery, Stojaki na foldery Niskie, Stojaki na foldery Wysokie, Wyroby z PCV i plexi, Stojaki i tabliczki z plexi, Kieszenie plakatowe z PCV bezbarwnego, Akcesoria reklamowe, Informacja przydrzwiowa,