Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies. Wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.

Józef Poniatowski

Moderatorzy: Staszek, Moderatorzy

Józef Poniatowski

Postprzez Rotmistrz » 26 kwi 2006, o 09:17

Książę Józef Poniatowski urodził się 7 maja 1763 roku o godzinie 3 nad ranem w pałacu Kinskych w Wiedniu, jako syn Andrzeja Poniatowskiego i Teresy z Kinskych. Jeszcze tego samego dnia odbył się chrzest, na którym nadano mu imiona Józef, Antoni. Ojciec jego, Andrzej, był bratem ostatniego króla Polski Stanisława Augusta. Na sejmie koronacyjnym w grudniu 1764 roku otrzymał tytuł książęcy, a wkrótce (1765) od cesarzowej Austrii Marii Teresy tytuł księcia czeskiego. Andrzej Poniatowski zmarł 3 marca 1773 roku.

Książę Józef wychowywany był w Wiedniu i Pradze, nauczył się pisać kaligraficznie i polubił muzykę. Jednakże w młodości pisał bardzo nieortograficznie. Swą wizytę w Uniwersytecie Jagiellońskim (19.II.1784 r.) odnotował własnoręcznie w księdze gości: „Jusef xiążę Poniatowski”. Służbę i karierę wojskową zaczynał w Austrii (1780 r.) i tam doszedł do stopnia pułkownika (1788 r.). W tym samym roku, w wojnie austriacko – tureckiej, pod Sabaczem, został ciężko ranny w udo. W 1789 roku na życzenie króla wezwany został do służby narodowej i wraz z Kościuszką otrzymał stopień generała-majora, a 6 maja 1791 roku został uznany wodzem polskich sił wojskowych na Ukrainie.

Obrazek

Przebywając w tym czasie często w Warszawie angażował się w „zabawy płoche”, a poeta Julian Ursyn Niemcewicz pisał: /.../„tak podobny do bogów w powozie stojący, przelatywał ulice wśród przepysznych gmachów, sięgając prawie głową latarni i dachów ...”, gdy książę zaprzęgał do powozu osiem koni i stojąc powoził ulicami Warszawy. Jednocześnie intensywnie szkolił i ćwiczył swoje wojsko, udowadniając swoje duże umiejętności i zdobywając sympatię żołnierzy. Ujednolicił mundury kawalerii, wprowadzając granatowe „czechczesy” (spodnie) opięte na nogach, z dwoma amarantowymi (wiśniowo fioletowymi) lampasami. Do tego należała granatowa kurtka z kołnierzem, ozdobiona guzikami i szlifami u oficerów i amarantowa czapka z czarnym barankiem ze skóry łosiowej.

14 maja 1792 roku w Targowicy zawiązała się konfederacja (związek) przeciw królowi, konstytucji i reformom Sejmu Czteroletniego. Gdy cztery dni później (18.V.) 90-cio tysięczna armia rosyjska wkroczyła do Polski, książę Józef jako wódz wojska koronnego starał się głównie o jego ocalenie, szczęśliwie przeprowadzając odwrót z kresów ukraińskich za Bug. 18 czerwca 1792 roku zwyciężył pod Zieleńcami jeden z korpusów rosyjskich generała Markowa, który miał odciąć Polakom dalszy odwrót. Z okazji tej bitwy król Stanisław August ustanowił, podobno z sugestii księcia, Krzyż Virtuti Militari (Cnocie Wojskowej) dekorując jako pierwszych – księcia Józefa, Kościuszkę i generała Wielhorskiego. Natomiast przed bitwą pod Zieleńcami książę pisał, że: /.../”jako żołnierz przysięgły, honor kochający, nie znam innej władzy, jak władzę, którą cały naród ustanowił /.../. Ci, którzy śmieli zaprzedawać krew współziomków swoich, są ohydą narodu i zdrajcami ojczyzny. Te są moje sentymenta i wszystkich podkomendnych moich, zacząwszy od prostego żołnierza /.../, zbrojny obcy żołnierz na gruncie polskim znajdujący się, niesprzymierzony, nie może nam przynosić przyjaźni”/.../. Po akcesie (przystąpieniu) króla do Targowicy (VII.1792 r.) i zakończeniu wojny, książę poprosił o dymisję, żegnany z uwielbieniem przez wojsko, zawiedziony, udał się za granicę (Czechy, Wiedeń, Frankfurt n/Menem, Spaa, Bruksela).

Po wybuchu powstania (insurekcji) kościuszkowskiego w 1794 roku – książę ruszył do kraju. 27 maja 1794 roku stanął w obozie Kościuszki pod Jędrzejowem. Ubrany w cywilny czarny frak podróżny z laseczką w dłoni, na pytanie Kościuszki „czego książę sobie życzysz?” miał podobno odpowiedzieć: „służyć prostym żołnierzem”. Bił się dzielnie pod Warszawą w czasie oblężenia, w obronie Powązek, 26 sierpnia walczył nieszczęśliwie, ale z największym poświęceniem i narażeniem osobistym, a w październiku zdobył Witkowice i Sochaczew nad Bzurą. Po klęsce powstania kościuszkowskiego i III rozbiorze Polski (1795 r.) początkowo przebywał w Wiedniu i Petersburgu. Ostatecznie od 1798 roku mieszkał w Warszawie w pałacu pod Blachą, podarowanym przez Stanisława Augusta, a latem w podwarszawskim majątku Jabłonna. Pogrążył się w życiu z dnia na dzień, w środowisku po części hulaszczym i bezmyślnym, marnotrawiąc zdrowie i majątek (zwano go „Alcybiadesem spod Blachy”). Niekiedy wspierał dawnych towarzyszy broni i byłych legionistów.

Ten dwunastoletni okres bezczynności trwał do momentu, kiedy to w listopadzie 1806 roku do Warszawy wkroczyły wojska napoleońskie, z marszałkiem Joachimem Muratem. Na jego nalegania książę Józef objął dowództwo tworzącej się armii polskiej, a w 1807 roku został ministrem wojny, następnie wodzem naczelnym wojsk Księstwa Warszawskiego. Stopniowo zdobywał sobie ogólne zaufanie i przywiązanie wojska, mimo początkowej nieufności Napoleona, a później marszałka Davouta (dowódcy sił francuskich), mimo nienawiści gen. Józefa Zajączka i niechęci gen. Jana H. Dąbrowskiego. Niebawem jednak Napoleon udekorował go Legią Honorową, najwyższym orderem francuskim.

W 1809 roku książę Józef Poniatowski stawił czoło dwukrotnie przeważającym siłom austriackim. 19 kwietnia, w bitwie pod Raszynem wywołał podziw obu walczących stron; zorientowawszy się, że sytuacja na jednym z odcinków jest krytyczna, stanął na czele batalionu i z fajką w zębach, spokojny jak na przeglądzie, poprowadził go do zwycięskiego kontrataku w walce na bagnety. Oddając Warszawę nieprzyjacielowi przeniósł walkę na tereny zaboru austriackiego i oswobodził Sandomierz, Zamość, Lublin, Lwów i Kraków, przyłączając te tereny do Księstwa Warszawskiego i doprowadzając przez to do załamania się ofensywy austriackiej oraz opuszczenia przez nich Warszawy. Sukcesy te przyniosły mu ogromny autorytet i Wielki Krzyż Legii Honorowej. W latach następnych książę Józef pracował dalej nad organizacją i szkoleniem armii oraz uczestniczył w przygotowaniach Francji do wojny z Rosją. Podczas tej wojny (1812 r.) dowodził Armią Polską tworzącą V Korpus Wielkiej Armii Napoleona. Odznaczył się wielokrotnie: pod Smoleńskiem, Borodino (najkrwawszej bitwie wojny 7.IX.), pod Witkowem. 29 października 1812 roku w trakcie rozpoznania koło Gżacka został mocno przygnieciony przez własnego konia tak, że dalszą drogę odbywał już karetą.

Po katastrofie Wielkiej Armii i odwrocie Napoleona z Rosji, książę Józef na nowo zaczął organizować polską armię. Oparł się w tym czasie (1813 r.) naleganiom i odrzucił propozycję przejścia z wojskiem na stronę cara Aleksandra I. W lutym 1813 roku opuścił Warszawę udając się do Krakowa, a w maju przekroczył po raz ostatni granice Księstwa Warszawskiego i przez Kalwarię, Wadowice, Cieszyn (nocował w hotelu „Pod Jeleniem”) wyprowadził wojsko do Saksonii. Tam wziął zaszczytny udział w walkach u boku Napoleona i w bitwie narodów pod Lipskiem (16-19 października 1813 roku) dowodząc VIII Korpusem. W pierwszym dniu bitwy (16.X.) Napoleon mianował księcia Józefa marszałkiem Francji. Książę nie zamienił jednak polskiego generalskiego munduru na mundur marszałka i w ostatnich pismach przedśmiertnych podpisywał się po dawnemu: „generał wódz naczelny korpusu VIII”. 19 października Poniatowski otrzymał zadanie osłaniania odwrotu wojsk napoleońskich i przejścia przez Lipsk jako ostatni. Sytuacja była krytyczna. Wojska nieprzyjacielskie były już w mieście, ostatni most na rzece Elsterze został przedwcześnie wysadzony z rozkazu marszałka Berthiera. Dzięki świetnej postawie swej eskorty książę przebył rzekę Pleissę i przedzierał się dalej już pieszo ku brzegowi Elstery. Tu został ranny po raz kolejny, kula karabinowa ugodziła go w bok. Otaczający żołnierze poczęli prosić, aby pozwolił się opatrzyć i zachował dla Ojczyzny oddając się w niewolę. Jednak z pomocą adiutantów dosiadł z trudnością konia i podtrzymywany z obydwóch stron udał się wzdłuż Elstery. Ociekający krwią i tracący co chwilę przytomność, książę Józef spostrzegł nieprzyjacielski oddział zachodzący mu drogę, zawrócił więc konia, a po chwili skoczył do rzeki. Koń z trudem dotarł do przeciwległego brzegu i tu, podczas wdrapywania się na urwisty brzeg, książę Józef jeszcze raz został trafiony kulą, zsunął się do wody i zaczął tonąć. Kapitan Blechamps, Francuz, pośpieszył z pomocą, ale po chwili obydwaj zginęli w nurtach rzeki. Był 19 października 1813 roku.

Zwłoki księcia Józefa wydobyto z Elstery dopiero po czterech dniach od zakończenia bitwy narodów, 23 października 1813 roku. Odnalazł je rybak Jan Krystian Friedrich. Złożono je w Lipsku do roku 1814, kiedy to oddział gen. Michała Sokolnickiego powracający z Francji, poprowadził karawan z trumną do Warszawy. Trumna spoczęła w podziemiach warszawskiego kościoła Świętego Krzyża, a 23 lipca 1817 roku została umieszczona w krypcie Świętego Leonarda na Wawelu.

[ Dodano: Sro Kwi 26, 2006 9:33 am ]
„Bóg mi powierzył honor Polaków, Bogu tylko go oddam”
Książe Józef Poniatowski
Avatar użytkownika
Rotmistrz
Ułan III
Ułan III
 
Posty: 20
Dołączył(a): 9 mar 2006, o 11:07

Wiersz

Postprzez Staszek » 8 sie 2006, o 07:14

Cieszę się, że książę Józef ma swój post. Przedstawiam wiersz Artura Oppmana obrazujący Jego postawę wobec zdrady Targowiczan i przystąpienia do tej konfederacji króla.


Artur Oppman „List księcia Józefa 1792”

Nocą,z obozu,Najjaśniejszy Panie.
Piszę do Ciebie ten żołnierski list,
Jeszcze mam w uszach trąb Dubienki granie
I spod Zieleniec szczęk szabel,kul świst;
Na wieść z Warszawy,z oficerów korem,
Jam się z mym polskim rozsądzał honorem
I z Twych się,Królu,wypisuję list!!!

Sercu rycerza ciężka chwila taka,
Kiedy z karnością musi toczyć bój,
Alem ja pierwej miano miał Polaka,
Zanim,o Królu,wdziałem mundur Twój!
Byłeś mi pjcem,Najjaśniejszy Panie,
Ale mnie Matki dobiega wołanie:
Tam jest me serce,posterunek mój!

Twarde te słowa niech mi Bóg przebaczy,
Bo wiem,jak krwawo ranią łono Twe,
Lecz,mój Monarcho,lepiej zginąć raczej,
Niż wlec w kajdanach pohańbione dnie!
Gdybyś tu,Królu,z podniesioną głową,
Pod swą chorągwią stanął purpurową
Duch by zwyciężył,co,jak wulkan,wre!

Jeszcze nade mną szumią polskie znaki,
Anioł z Pogonią,z Orłem samotrzeć!
Jeszcze mi moje hukają kozaki:
„Bat’ku Josype! Na armaty wiedź!”
Lecz już z Ilińskim,z Wielhorskim,z Kościuszką
Nie skoczę wichrem z moją Białonóżką
Wołając do niej:”Leć na wroga,leć!”

Nie mogąc umrzeć jako bohatery,
Dla Ciebie,Królu,i ojczyzny swej,
Z listem Ci moje odsyłam ordery,
Te,które wszystkie miałem z łaski Twej;
Z jedym się tylko nie rozstanę długo:
Z krzyżem Virtuti zdobytym zasługą,
Te mi do trumny kiedyś włożyć chciej!


Porozpraszani,jak przez burzę ptactwo,
Nim na mogiłach braci wzejdzie wrzos,
Z towarzyszami pójdziem na tułactwo,
Ojczyzny miłej opłakiwać los;
Zwykłe do konia i oręża dłonie
Cóż będą czynić w cudzej,obcej stronie,
Gdy z trosk przedwcześnie pobieleje włos?

Za nich to,Królu!za moich kamratów!
Do królewskiego czucia wstawiam się:
On szli mężnie na ogień granatów,
A iluż legło w nieprzespanym śnie!
Wdowom,sierotom i tym,którzy w ranach
Na ziemi polskiej zostaną kurhanach
Daj chleb:niech obcy nie sromoci je!

A teraz,Królu,myslę,jak to lepiej,
Jak mam zakończyć krwawy życia szmat.
Czyli się Tobie przypomnieć:”Twój Pepi”,
Pepi z tych dawnych,łazienkowskich lat?

Czy mam krwią serca nakreślone głoski
Podpisać tylko”Józef Poniatowski”
Króla czy stryja zostawić tu ślad…

W namiocie świta – i słyszę wezwanie,
Że już mi pora za ojczyzny próg!
Żegnam Cię – Królu! Ja o jedno proszę,
Niechaj do śmierci,jako sztandar noszę
Ten honor Polski,co mi zwierzył Bóg!
Avatar użytkownika
Staszek
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 169
Dołączył(a): 4 cze 2006, o 23:26
Lokalizacja: Ułan Księcia Józefa

Z listów księcia Józefa

Postprzez Staszek » 12 sie 2006, o 21:49

Z listów księcia Józefa Poniatowskiego do stryja – Stanisława Augusta z frontu ukraińskiego AD 1792.
Ukazują one młodego wodza jako orędownika walki w obronie Konstytucji, zdecydowanego przeciwnika Targowiczan, żołnierza i Polaka z głębokim poczuciem honoru. Młodzieńca rzuconego na głęboką wodę dowodzenia Armią Koronną zaledwie w wieku 29 lat, a jednak zdolnego i uwielbianego przez swoich podkomendnych, o których potrzeby dbał jak mógł i którym nieustannie świecił przykładem.
Niespokojny duch, „rasowy” kawalerzysta, żył pełną piersią, korzystał z życia, ale kiedy wzywał obowiązek – w pierwszym szeregu prowadził swych żołnierzy (Raszyn) i stał z honorem do końca wierny Ojczyźnie i zobowiązaniom.

„(…)Prowadzimy działania nie przeciw konfederatom, lecz przeciw regularnym wojskom, które podejmują przeciw nam różne ruchy.(…) Jestem daleki od chęci podsuwania WKM rady,która by mogła przynieść ujmę Jego osobie i dobru kraju i jestem jak najsilniej przekonany, że lepiej jest wszystkim zginąć, niżeli haniebnie kapitulować, lecz mądrość WKM być może znajdzie jakiś sposób odwłoki do czasu, gdy będziemy pewniejsi do spraw zewnętrznych oraz nieco wzmocnimy się wewnątrz – zawieszenie broni, które by powstrzymało ruchy nieprzyjaciela. Mówię jak ślepy o kolorach, jednak uważam za swój obowiązek niczego nie ukrywać przed WKM. Jesteśmy gotowi na wszystko i proszę być pewnym, że do ostatniego tchu będziemy się starali wypełnić Jego wolę.”

„Chodzą tu wieści, jakobyś miał traktować ze zdrajcami ojczyzny i tym sposobem pokój okupować walecznemu narodowi. Same takie wieści wzbudziły już w wojsku niezmierne szemranie i nieukontentowanie. Niech król z narodem traktuje, niech roztropność WKM nawet nad zapał nasz szukania wojennego honoru pokój zawiera, bo to wszystko byłoby wolą i wyrokiem WKM i narodu. Lecz podłość zniżenia się aż do zdrajców ojczyzny byłaby grobem naszym”

„Jest to okropne, że ludzie, którzy nie mają o tem najmniejszego pojęcia, pozwalają sobie na wydawanie sądów tak śmiałych (…).Mój Boże, czy jest możliwe stawić skuteczny opór nieprzyjacielowi o tyle silniejszemu, jeżeli się nie ma zabezpieczonych tyłów!? Niech ci ichmościowie, tacy zdolni i odważni, przyjdą tu objąć dowództwo, chętnie będę im służył jako szeregowiec, a wtedy sami się przekonają, czy to bojaźń mną rządzi, czy też roztropność kieruje mojemi krokami (…).Jeżeli mam złych doradców, należy mi odebrać dowództwo, ponieważ sam sobie nie radzę, jeżeli w kim niesłusznie pokładam mą ufność, nie wiem już jak mam postepować. Bóg jest moim świadkiem, a sumienie moim sędzią”
Avatar użytkownika
Staszek
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 169
Dołączył(a): 4 cze 2006, o 23:26
Lokalizacja: Ułan Księcia Józefa

Postprzez janusz8pu » 20 lut 2007, o 16:50

Wódz to oznacza organizator i wychowawca wojska,ale przede wszystkim dowódca- taktyk.
Wrodzone dyspozycje charakteru musi on uzupełniać wiedzą i doświadczeniem.
Doświadczenie organizacyjne zdobył przy tworzeniu galicyjskich ułanów. Jako adiutant cesarza w kampanii tureckiej 1788r. oglądał dowodzenie na szczeblu najwyższym.
On też przedsięwziął ćwiczenia w zakresie współdziałania rodzajów wojska (na szerszą skalę w obozie pod Bracławiem w 1790r.) Ćwiczenia te były nie tylko szkołą szeregowca i oficera, ale też generała,który miał możność po raz pierwszy w życiu wypróbować kierowanie dużą grupą. W 1792r. Poniatowski dowodząc samodzielnie słabszymi kilkakrotnie siłami wobec przeciwnika, troszczył się, by jak najbardziej opóżnić inwazję,
a jednocześnie uchylić się od otoczenia. Właśnie tam doszło do pierwszej poważnej walki pod Boruszkowcami, gdzie boczna kolumna ubezpieczająca wymknięcie sił głównych polskich doznała niepowodzenia. Natomiast następna próba przeskrzydlenia polskiego odwrotu, 18 czerwca pod Zieleńcami, skończyła się polskim lokalnym zwycięstwem, dzięki samorzutnej interwencji artylerii i głębokiemu uszykowaniu piechoty i kawalerii przez ks. Poniatowskiego. Gdy doszło do paniki nieostrzelanego żołnierza, osobista interwencja wodza, który sformował rozproszony batalion, wzmocnił drugim i sam poderwał do kontrataku-zahamowała nieprzyjaciela. Ta bitwa po raz drugi ocaliła armię przed katastrofą.

Przytoczyłem fragment książki Szymona Askenazego ,,Książę Józef Poniatowski 1763-1813''
(polecam szczególnie kolegom z 8PU)
janusz8pu
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 84
Dołączył(a): 2 lis 2006, o 16:16
Lokalizacja: Wieliczka

Re: Józef Poniatowski

Postprzez Staszek » 25 mar 2010, o 20:09

„Ocenić godnie decyzje i śmierć Ks. Józefa można tylko powtarzając słowa jego biografa profesora Askenazego, wypowiedziane w setną rocznicę tragedii lipskiej:
„”W tym jednym, najostatniejszym momencie ścisnęło się, zogniskowało i pojaśniało przedziwne całe przeznaczenie i posłannictwo narodowe księcia Józefa. W szarudze jesiennej, w ścielących się dymach i ogniu, śród grzmotu dział, trzasku ręcznej broni, huku pękającego mostu, jęku rannych, krzyku tonących, wściekłego zamieszania ucieczki i pościgu, odcięty od uchodzącej armii napoleońskiej – on stał na koniu spienionym, osłabły śmiertelnie, zgorączkowany, zziębły, przemokły, okrwawiony cały, mdlejący z ran, znużenia i rozpaczy.
Ale czemuż oddawać się rozpaczy? Czym był dla niego ten pobity Napoleon, te wojska pierzchające, czym cała ta tragedia przegranej? Jakże łatwo jednym poruszeniem on mógł dla siebie znaleźć z niej wyjście i ratunek. Tylko – jak zaklinali go nieliczni jeszcze przy nim towarzysze – zawrócić konia, dać się poznać; tylko – ze szpadą spuszczoną stanąć przed Aleksandrem. Tam nie groziło mu nic. Nie trzeba mu tam było nawet przebaczenia, jak Sanguszkom czy Radziwiłłom i innym z rosyjskiego kordonu. Tam czekało go przyjęcie pochlebne, łaskawość dobrotliwa najczarowniejszego z monarchów – któremu bardzo jeszcze mógł być użytecznym… Chirurga carskiego dla księcia pana! Wina ze stołu carskiego, służby, karety dla rannego księcia pana!... Dla ojczyzny wszakże uczynił on wszystko, oddał wszystko, do oddania miał już tylko nagie życie. A życie on znał i lubił, umiał go używać. Dobiegł ledwie pięćdziesiątki; mógł długie jeszcze lata pędzić w beztrosce i zbytku. Tam czekały go Łazienki, Blacha, Jabłonna; osoby kochane, przyjaciele… A potem – czekała wizyta oficjalna na Zamku u prezesa Rady Najwyższej Tymczasowej, generał – gubernatora warszawskiego Łanskoja; u wiceprezesa, jego ekscelencji senatora Nowosilcowa. Potem – przyjęcie uroczyste najjaśniejszego pana Aleksandra I przy łuku tryumfalnym na placu Trzech Krzyży. Parada na Placu Saskim przed wielkim księciem Konstantym. Asysta przy koronacji Mikołaja… To wszystko i wiele więcej będzie musiał naród. Ale trzeba było żeby ktoś, i to bardzo w narodzie wydatny, tego nie chciał; aby niechceniem swoim po wszystkie czasy okazał, że ten naród stary i wielki można podbić ale poniżyć go, umniejszyć, znieprawić niepodobna. Książe Józef nie chciał. Nie chciał schylić karku. Wspięła się w nim prawość, pańskość, udzielność niepodległej Polski. Rzekł: „Trzeba umrzeć mężnie!”. Rzucił się naprzód i zginął. Póki Polska Polską imię jego żyć będzie.””

Dla nas książę Józef pozostanie na zawsze wzorem żołnierza i dowódcy, który przez cały czas swej służby wojennej od Sabacza (1788) po Lipsk (1813) osobiście prowadził do szturmu lub do szarży każdy podwładny sobie oddział piechoty czy jazdy, wymagając od siebie więcej niż wymagał od swoich żołnierzy. Był wzorem rycerza bez trwogi i skazy. Każdy ułan księcia Józefa znać winien ten wiersz na Jego pogrzeb napisany przez Juliana Ursyna Niemcewicza:

„”Tu leży rycerz, co walczył bez trwogi
I żył bez skazy"
.
Tu żołnierz pełen rycerskiej ochoty,
Zaostrzy oręż o krawędź Twej tarczy,
Pewien, że przez to nabywszy Twej cnoty,
Tysiącom starczy””


Fragment z „Ułanów Księcia Józefa” Kornela Krzeczunowicza
Avatar użytkownika
Staszek
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 169
Dołączył(a): 4 cze 2006, o 23:26
Lokalizacja: Ułan Księcia Józefa

Re: Józef Poniatowski

Postprzez Ułan świętokrzyski » 25 mar 2010, o 22:03

Pięknie Staszku! Tak trzymaj!
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2634
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30

Re: Józef Poniatowski

Postprzez Staszek » 25 mar 2010, o 23:14

Był już potwornie zmęczony tą grą, osaczono go ze wszystkich stron. 6 maja, już po podjęciu decyzji, że idzie z wojskiem do Napoleona, napisał do francuskiego posła w Wiedniu Narbonne`a: "Położenie moje jest okropne, zabija mnie, niszczy. Ale co mam robić? Z garścią ludzi, których połowa jest żołnierzem tylko z imienia, bez zasobów, bez żywności, bez ładunków, wobec nieprzyjaciela po trzykroć silniejszego liczbą i ilością dział, a zaopatrzonego znakomicie, otoczony pozornymi przyjaciółmi, którzy z wrogiem utrzymują stosunki zażyłe, śledzą wszystkie kroki moje i tak zwodzą, aby wszelkie przedsięwzięcia moje zniweczyć". Nie dodał, że kuszono go nawet koroną Polski za zdradzenie Napoleona!
Po czym nastąpiła owa legendarna krakowska noc z 6 na 7 maja, której nie przespał, bijąc się z myślami. Naładował dwa pistolety i dwukrotnie chciał sobie odebrać życie...
Taką noc ma człowiek - jeśli spotka go to nieszczęście, że ją w ogóle ma - raz w życiu. Cztery ściany, płomień świecy, łokcie wbite w blat stołu, twarz w dłoniach i te wszystkie za i przeciw szalejące w głowie. Cesarz, car, naród, ojczyzna, wojsko, racja stanu, obietnica i obowiązek, honor i sumienie, kompromis i zdrada - wszystko to kłębiło mu się pod czaszką jak stado wściekłych żmij. Chryste, pomóż! Ale Chrystus został przed wiekami przybity do krzyża przez takich jak "przyjaciele", którzy robili z Krakowa kretowisko intryg, i teraz patrzył nań znad drzwi zmęczonymi oczami, skąpany w półmroku i milczący. Nazajutrz pociągnął do cesarza z szesnastoma tysiącami ośmiuset dwunastoma ludźmi i dwudziestoma sześcioma działami.
Była zimna, jesienna noc 18/19 października 1813 roku, poprzedzająca ostatni dzień bitwy narodów pod Lipskiem. Tej nocy wojska Napoleona rozpoczęty odwrót przez wąską, prawie trzykilometrową groblę i osiem mostów przecinających bagniste koryta Pleissy, Elstery i ich odnóg. Przez trzy doby "bóg wojny" po mistrzowsku odpierał zmasowane ataki armii rosyjskich, pruskich, austriackich, szwedzkich i bawarskich, lecz gdy 18 października nadciągnęły świeże oddziały rosyjskie (Bennigsen) oraz rezerwy nieprzyjacielskie Blüchera i Bernadotte`a, gdy gros pułków saskich i wirtemberskich zdradziecko obróciło swój oręż przeciw Francuzom - sytuacja stała się beznadziejna; sto pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy napoleońskich wraz z sześciuset trzydziestoma działami stało naprzeciw trzystu tysięcy aliantów, mających do dyspozycji około tysiąca pięciuset armat. Żadne już mistrzostwo strategiczne i żaden heroizm nie mogły zapobiec przegranej. Padł rozkaz do odwrotu. Płytkie zazwyczaj rzeki, teraz wezbrane jesienną powodzią, wystąpiły z brzegów i szum spienionego nurtu zdawał się wygrażać cesarskim orłom. Cofały się na Lützen ambulanse, tabory, parki, artyleria, tłumy zmęczonych żołnierzy...
Poniatowski nie spał tej nocy. Leżał na biwaku pod gołym niebem i myślał. O czym? O losie Polski, o swej decyzji, by iść z armią na zachód i połączyć się z Napoleonem, decyzji podjętej w Krakowie po straszliwej nocy, gdy szarpany niepewnością chciał sobie wypalić w łeb z pistoletu. Myślał, być może, o racjach, które go popchnęły ku nie bezmyślnej przecież wierności Cesarzowi, o swoich "dzieciach" w postrzępionych mundurach, a może o marszałkowskiej buławie, jaką mu ofiarował Bonaparte przed kilkoma dniami, tak jakby miecz naczelnego wodza polskich sił zbrojnych nie był stokroć godniejszym od marszałkowskich insygniów...
Rozkaz końcowej obrony Lipska odebrał Poniatowski od Napoleona w nocy w kwaterze głównej, mieszczącej się w Motelu Pruskim przy Rossplatz. Anna z Tyszkiewiczów Potocka maluje tę rozmowę następująco: "Książę - usłyszał - masz bronić południowego przedmieścia i osłaniać odwrót". - "Najjaśniejszy panie. zostało mi już bardzo mało ludzi - odparł Poniatowski"."Nic nie szkodzi, siedem tysięcy Polaków pod twoimi rozkazami równa się całemu korpusowi." - "Utrzymamy się. Najjaśniejszy Panie, i wszyscy gotowi jesteśmy polec".
Jeszcze 18 października, prowadząc swoje kolumny do krwawych kontrataków, mógł książę Józef łudzić się, że walczy o reaktywowanie wolnej, choć do Księstwa skurczonej Polski i o "napoleońskie" zdobycze narodu, z modernizacją aparatu wojskowego i administracyjnego, kodeksem, prawami politycznymi mieszczan; zniesionym poddaństwem chłopów. Teraz, gdy przegrana Wielkiej Armii stała się rzeczywistością zrozumiał, że osłaniając odwrót walczyć będzie już tylko dlatego, by haniebną słabością nie splamić godności narodu, by czynem wykazać, iż nie demagogizował pisząc na kilka dni przed bitwą do Weysenhoffa: "można stracić wszystko, z wyjątkiem honoru".
Łącznie miało osłaniać odwrót około dwunastu tysięcy wyczerpanych kilkudniowymi bojami żołnierzy. Obok 8-ego Korpusu Poniatowskiego, resztka 5-ego Lauristona i 11-ty Macdonalda, głównodowodzącego ariergardą. Temu ostatniemu dopiero o godzinie siódmej rano dostarczył odpowiednie rozkazy adiutant cesarski, który tłumaczył swe opóźnienie zmyleniem drogi we mgle, i poinformował marszałka, że współpracować z nim będzie Poniatowski. "Aaa... Poniatowski! - mruknął Macdonald. - Po cóż by Polacy istnieli na świecie, jak nie po to, by ich wysyłać na pewną śmierć!". W rzeczywistości wyznaczenie tych, a nie innych korpusów na tarczę osłonową armii, nie wynikało z imputowanych Bonapartemu przez Macdonalda rachub, lecz było prostym następstwem faktu, że formowały one placówki najbardziej wysunięte w linii bojowej, a więc ostatnie w odwrocie.
Przed dwunastą zdezorientowani saperzy francuscy przedwcześnie wysadzili na Elsterze jedyny most (Fundenburgbrücke), odcinając w ten sposób ponad dziesięć tysięcy ludzi Cesarza, w tym całą ariergardę. Wbrew opinii panującej do dzisiaj wśród polskich autorów nie miało to większego znaczenia dla 8 Korpusu - Polacy od początku nie wierzyli w możliwość przedarcia się przez miasto do bramy Randstadter-Thor, gdzie kłębiła się bezładna (porównywana do "berezyńskiej") masa uciekinierów, i szukali innych dróg odwrotu, co zresztą narzucił im przebieg walki i konfiguracja terenu.
Książę Józef, z pozostałymi mu kilkuset ludźmi, cofał się przez ogrody.
Po drodze do rzeki, już po dwunastej, Poniatowski otrzymał kolejny postrzał, na wskroś żeber lub w krzyże. Od tej chwili będzie tracił już okresami świadomość sytuacji, gorączka pali mu usta, chwieje się w siodle podtrzymywany przez adiutantów - Kickiego i Szydłowskiego. Ten ostatni zresztą spadł za chwilę z konia przeszyty kulą.
W Pleissie utracił Poniatowski konia. Przedzierali się dalej przez ogrody Reichela i Richtera (ten ostatni zwano też ogrodem Reichenbacha). Oddajmy znowu głos Kołaczkowskiemu: "Książę szedł pieszo ogrodami leżącymi między Elsterą i Pleissą: tu kulą karabinową w bok po raz drugi [po raz czwarty - przyp. W.Ł.] ugodzony, padł w objęcia otaczających go oficerów. Wkrótce odzyskał jednak przytomność i z pomocą adiutanta dosiadł z trudnością konia, lecz już się chwiał w siodle. Zaczęto go ze wszystkich stron zaklinać, aby się dał opatrzyć i oddawszy komendę innemu generałowi, zachował się dla Ojczyzny. Lecz odwaga księcia z niebezpieczeństwem wzmagać się zdawała, "Nie! nie! -zawołał - Bóg mi powierzył honor Polaków, Bogu go tylko oddam". Słowa powyższe, choć wymienia je wielu pamiętnikarzy, niekoniecznie są autentyczne. Trudno też, wobec różnic w przekazach, ustalić, gdzie je książę wypowiedział, przed Pleissą czy przed Elsterą, i w jakiej wersji. Drewnicki na przykład podaje: "Kto kocha honor i ojczyznę, za mną!". W późniejszej legendzie słowa te stały się symbolem.
Wspomina inny świadek ostatnich chwil księcia, generał Redel: "Książę otoczony kilkunastu wojskowymi szukał dogodnego miejsca do przeprawy przez Elsterę. Długo krążyliśmy nad brzegiem, nareszcie w ogrodzie, przez który ta rzeka płynie, trafiliśmy na miejsce, które się zdawało dobrem, a czasu tracić już nie można było, bo dochodziły nas krzyki zbliżających się, nieprzyjaciół". W tym momencie Kicki odebrał drugą ranę. Księcia w stanic przytomności utrzymywał już chyba tylko silny wiatr znad rzeki.
Kołaczkowski tak maluje ostatnie chwile Poniatowskiego:
"Oficer inżynierów przybiega i miejsce najdogodniejsze do przeprawy wskazuje: książę brzegiem rzeki postępując, kieruje się w tę stronę, lecz spostrzegłszy nieprzyjacielski oddział, zachodzący mu drogę, zawołał głośno: Otóż oni! Konia zawraca i rzuca się do Elstery. Osłabiony ranami, koniem już nie powoduje, ten jednak pasuje się z nurtem i wspiąć się na brzeg wysoki, urwisty nie może. To wszystko działo się pod gradem kuł. W tej ostatniej chwili książę odbiera trzecią [piątą - przyp. W.Ł.] ranę, zsuwa się z konia i pędem wody porwany tonąć zaczyna". Askenazy w przypisach do swej monografii o księciu pisze: "... z oględzin lekarskich przy balsamowaniu wynika, że ranę w pierś na wskroś musiał otrzymać w ostatniej chwili, przy wspinaniu się na brzeg; zapewne wtedy momentalnie zdarł konia i w tył obalił na siebie". Redel zaś notuje: "… podobno w tym skoku popręg pękł, koń się przewrócił i zgniótł jeźdźca … Zacny Blechamp i tu na ratunek spieszy. W szlachetnym zapale rzuca się w rzekę i porywa księcia. Widziano, jak obejmuje wpół, starał się unosić głowę księcia nad powierzchnią wody, lecz daremne były usiłowania tego szlachetnego męża. Znikli obaj na zawsze w nurtach zdradliwej rzeki! Taki byt zgon bohatera polskiego, wodza kochanego, przedkładającego śmierć nad sromotną niewolę".
Po śmierci tego, którego Cesarz miał nazwać "jedynym niezdemoralizowanym wśród marszałków" (według Grabowskiego), nawet wrogowie z czcią pochylili głowy.

Waldemar Łysiak - Napoleoniada
Avatar użytkownika
Staszek
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 169
Dołączył(a): 4 cze 2006, o 23:26
Lokalizacja: Ułan Księcia Józefa

Re: Józef Poniatowski

Postprzez Ułan świętokrzyski » 26 mar 2010, o 00:02

Wielkie dzięki Staszek ! Dzięki Tobie możemy poznać ostatnie minuty życia maszego Szefa!
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2634
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30

Re: Józef Poniatowski

Postprzez Ułan świętokrzyski » 2 cze 2010, o 07:18

Przyznam się , że tego jeszcze nie słyszałem. Ale teraz słyszę bardzo często!

http://www.youtube.com/watch?v=_WH6SuYL ... re=related
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2634
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30

Re: Józef Poniatowski

Postprzez Ułan świętokrzyski » 24 lut 2011, o 23:55

Gdy nam w swym gniewie los niestały wojny
Odjąć zysk trudów, kraje i stolicę,
Za cóż Ty, Książę, wesół i spokojny
Pogodne burzom nadstawujesz lice? …
Ty nosisz wszędzie ufność nieprzełomną
W sile, co Polskę w nicość wywiodła…
Jeszcze z nowego świetnych walk zawodu
Ziszczą się drogie rodaków nadzieje,
A postrach słabych, dziki olbrzym z lodu
Przed blaskiem słońca stopnieje…
Jeszcze chwil kilka, a za to przetrwanie
Więźniem nagrodę słabości i męstwa,
Jeszcze chwil kilka – a na swym rydwanie
Powróci wiosna wraz z Bogiem Zwycięstwa.
/F. Ważyk/
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2634
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30

Re: Józef Poniatowski

Postprzez Ułan świętokrzyski » 24 lut 2011, o 23:56

Ginie w nurtach Elstery pod Lipskiem 19 października w miejscu tym wierni żołnierze postawili obelisk z napisem:

Tu w nurtach Elstery Józef Książę Poniatowski
Wódz Naczelny Wojsk polskich
Marszałek Państwa Francuskiego
Trzema śmiertelnymi dotknięty ranami
Okrywając Ustęp Wielkiego Wojska Francuskiego
I ostatni schodząc z pobojowiska
Życia w sławie i Ojczyźnie poświęconego
Dokonał w dniu 19 października roku pańskiego 1813
Żył lat 52.

Tę skromną pamiątkę, łzami swemi skropioną
Polak – Współrodakowi
Żołnierz – Wodzowi
Położył.
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2634
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30

Re: Józef Poniatowski

Postprzez Ułan świętokrzyski » 24 lut 2011, o 23:58

„Śpiewy historyczne - Pogrzeb Księcia Józefa Poniatowskiego.”
J. U. Niemcewicz

Spomiędzy bojów i gradów ognistych,
Wierna swej sprawie, niedostępna znaków,
Szła wolnym krokiem do siedlisk ojczystych
Garstka Polaków

Skoro lud postrzegał, jak wzdęte wiatrakami
Białe z czerwonym proporce migają,
Wstrzęsło się miasto radości głosami:
„Nasi wracają!”

Niedługa radość! Każdy pyta chciwie:
„Kędyż jest wódz nasz, dzielny okazały,
Co nam tak długo przewodził szczęśliwie
Na polu chwały?”
(…)

Dzieliłeś z nami ciężkie utrapienia,
Wielkie ofiary, prace bez nagrody,
I zamiast słodkich nadziei ziszczenia –
Gorzkie zwody.

Tulmy łzy nasze, już jesteś szczęśliwy:
Kto za ojczyznę walczył, poległ śmiały.
Już temu wieniec da Bóg sprawiedliwy
Wieczystej chwały.

Wdzięczni ziomkowie, ceniąc zgon i życie,
Nie dadzą wiekom zatrzeć twoich czynów:
Wzniosą grób pyszny, zawieszą na szczycie
Wieniec wawrzynów.
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2634
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30


Powrót do Historia Kawalerii

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

Tablice Ramki Reklamowe Aluminiowe Plastikowe, Agencja Fine, Staropolska, Projekty Domów Drewnianych, Projekty Domów Drewnianych, Producent Kopert, Koperty, Ramki Aluminiowe, Stojaki na foldery, Ramki Plastikowe, Stojaki z plexi, Ramki Reklamowe, Stojaki Plakatowe, Potykacze, stojaki, tablice, ramki, akcesoria reklamowe, Stojaki i tablice przymykowe, Tablice przymykowe OWZ, Stojaki Typu A Potykacze, ¦ciana prezentacyjna, Stojaki plakatowe, Stojaki plakatowe niskie, Stojaczki plakatowe, Stojaki plakatowe Wysokie, Stojaki na plakat i foldery Niskie, Stojaki na plakat i foldery Wysokie, Ramki reklamowe, Ramki sprężynkowe, Ramki aluminiowe, Ramki plastikowe, Stojaki i wieszaki na foldery, Wieszaki na foldery, Stojaki na foldery Niskie, Stojaki na foldery Wysokie, Wyroby z PCV i plexi, Stojaki i tabliczki z plexi, Kieszenie plakatowe z PCV bezbarwnego, Akcesoria reklamowe, Informacja przydrzwiowa,