Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies. Wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.

Kawaleryjski fason

Moderatorzy: Staszek, Moderatorzy

Kawaleryjski fason

Postprzez Staszek » 20 wrz 2009, o 23:41

Któż mógłby zdefiniować lepiej pojęcie kawaleryjskiego fasonu jeśli nie Wieniawa.Oto fragmenty jego przemówienia podczas jednej z promocji w CWKaw.Najważniejszym fragmentem był oczywiście ten,który mówił o tym,że kawaleryjski fason to przede wszystkim mierzenie się z zadaniami wydawałoby się nie do wykonania.Ale oprócz tego stwierdzenia zwrócił uwagę Wieniawa także na bardziej "codzienne" cechy tego pojęcia:
"...Niech nie udaje,iż wie,co to kawaleryjski fason,kto nie umie być dobrym kolegą.W rodzinie naszej obowiązywało zawsze,obowiązuje i będzie obowiązywało najserdeczniejsze koleżeństwo i to nie tylko w płaszczyźnie poziomej lecz także i pionowej,to jest nie tylko w stosunku do równych stopniem ale do podwładnych tak samo jak i do dowódców i przełożonych.Zarówno niedbanie o podkomendnych,nieotaczanie ich opieką i życzliwością,jak i nielojalność wobec dowódcy,to nie tylko wykroczenie służbowe,to zarazem ciężkie grzechy przeciw koleżeństwu,które jest jedną z głównych cnót kawaleryjskich.Być dowódcą,który umie żyć w koleżeństwie z podkomendnymi zdobywając ich zaufanie bez dopuszczenia do zbytniej poufałości z jednej strony,a z drugiej być karnym i zdyscyplinowanym podwładnym bez służalczości a z koleżeńskim oddaniem - oto styl prawego kawalerzysty,to nasza elegancja,to fason prawdziwy!!!...W zasadach savoir-vivre'u regulujących fason kawaleryjski niemile jest widziane,a raczej słyszane,wygłaszanie patetycznych i wzniosłych frazesów na tematy wielkie i święte.Kawalerzysta powinien patos wielkich uczuć nosić głęboko w sercu.Człowiek,który kocha głęboko,nie mówi o swej miłości lecz żyje nią i dla niej umiera.Żołnierz,który wygląda na dobrego żołnierza i jest naprawdę dobrym żołnierzem,a przy tym umie myśleć w galopie,oto jak powinien wyglądać,jakim powinien być kawalerzysta z prawdziwym kawaleryjskim fasonem!!!..."
Jakże czasami spłycamy to pojęcie zapominając o jego faktycznym znaczeniu.
Avatar użytkownika
Staszek
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 169
Dołączył(a): 4 cze 2006, o 23:26
Lokalizacja: Ułan Księcia Józefa

Postprzez Lucas » 21 wrz 2009, o 09:59

Myślę, że tekst poniższy jest a propos:

Ułański honor
Można by zamiast przymiotnika „ułański” użyć – „rycerski”, bo to pierwsze z drugiego wynika. W zaraniu historii Polski, a zarazem... jazdy polskiej, ci co walczyli konno byli „wojami”, piechotę określano mianem „tarczowników”. Pamięć o jednych i drugich jakoś się nam w historii rozmyła. Dlatego chyba, że niewielu było tych, co piórem wtedy władali. Wszak, jak wiadomo, nie polski, a niemiecki kronikarz Bruno z Querfurtu zapisał, że Mieszko I Niemców pod Cedynią „sztuką zwyciężył”. Co innego, kiedy się woje przeobrazili stopniowo w rycerzy, łatwiej wtedy było o pergamin i inkaust oraz o tych, co wiedzieli, co się z jednym i drugim robi, a bywali nawet tacy, co – bez telewizji – bitwy z bliska oglądali. Jan Długosz zanotował, że pod Grunwaldem gapie obsiedli drzewa rosnące po środku pola bitwy. Może też jakiś zakonnik podkasał habit i wlazł pomiędzy konary, co zaś zobaczył, - później zapisał
Wracam ja do tych odległych czasów, bo jazda polska była zjawiskiem wyjątkowym, nie tylko w sensie walki jako rzemiosła wojennego, ale ze względu na wartości, jakim hołdowała, i jestem przekonany, że jeżeli młody człowiek chce dziś być ułanem, jeżeli jakiś nowoczesny pułk czy batalion nazywa siebie kawalerią, to aby uniknąć fałszu, trzeba poznać kawaleryjską tradycję i jej hołdować.
Mówiło się często o kawaleryjskim „fasonie”. Ten fason to nie tylko zewnętrzna ogłada, brzęk ostróg (spróbujcie dziś brzęknąć tymi idiotycznymi „regulaminowymi” ostrogami...), to przede wszystkim głębokie poczucie ułańskiej godności, ułańskiego honoru, z którego wynikała wewnętrzna, posunięta do granic absurdu dyscyplina. Jeżeli wspomniałem (w Nr 3 Przeglądu) o postawie śmiertelnie rannych oficerów – płk. Mycielskiego, czy rtm. Rasiewicza, , to właśnie oni działali zgodnie ze swoim poczuciem honoru, który nie pozwalał im umrzeć przed spełnieniem swego oficerskiego – ułańskiego obowiązku. Jeszcze inny podobny przykład można znaleźć we wspomnieniach gen. Franciszka Skibińskiego o boju pod Czerwoną. Rok 1920: '...ppor. Władysław Buderacki podjechał do dowódcy pułku i bardzo przepisowo zameldował: »Panie pułkowniku, jestem ranny w brzuch i proszę o pozwolenie odjechania na punkt opatrunkowy«. Odjechał i tego samego dnia umarł.”
Taka była postawa oficerów kawalerii. A rodziła się ona już w czasie musztry: oficer kawalerii nie stał 'na prawym skrzydle', a przed frontem podległego oddziału. I miał ambicję utrzymania się na tej pozycji również w czasie boju. Warto tu wrócić do doświadczonego w walkach kawaleryjskich rtm. Krzeczunowicza: „Jak to bywa z wielkim napięciem nerwów - pamięć moja przestała działać z chwilą, gdy zakomenderowałem: »Rozwinięty galopem marsz - hurra!«. Na więcej nie było czasu, bo nieprzyjaciel był już 50 kroków przed nami - a nie mogłem wcześniej rozwinąć pułku, aby cofająca się ława dziewiątaków (9 Pułku ułanów – J.U.) nie przewróciła mi szyków. Pod purpurowo zachodzące słońce widoczność była zła. Co na ziemi, to było czarną masą - a przecież musiałem z sekundową dokładnością wycelować uderzenie pułku w sześciokrotnie przeważającą masę, aby to uderzenie było skuteczne. Pamiętam, że konia płazem szabli zmusiłem do galopu, bo nie reagował na ostrogi, ale nie przed salwą pistoletową budiennowców (...), lecz bezpośrednio po niej. Oni bowiem stanęli na widok nagle za ławą dziewiątaków wyłaniającej się nowej, zwartej linii jazdy - i próbowali wyrównać swoją linię, co ich zgubiło. Pamiętam, że w chwili, gdy ryknąłem hurra! i mój dzielny »Alarm« zamiast zaskoczyć galopa, stanął dęba - jedyną wadą tego zasłużonego sześciolatka było to, że bał się papierów na ziemi i pyłu od uderzenia pocisków, w tym wypadku nieszkodliwych pistoletowych - wyprzedził mnie (co za bezczelność!) chor. Geier. Odtąd galopowałem w tłumie jakby w transie i wcale nie dziwiłem się, gdy wiele lat później czytałem, że lord Cardigan, dowódca szaleńczej szarży lekkiej brygady pod Bałakławą, jeden szczegół tylko zapamiętał z całej szarży: że śmiał go wyprzedzić kpt. Nolan, któremu zresztą zaraz po tym nietakcie, kula armatnia urwała głowę'.
Jeszcze inne spojrzenie na postawę oficera kawalerii zanotował Melchior Wańkowicz. O wydarzeniach z kampanii wrześniowej 1939 roku opowiedział mu płk. Rzewnicki, oficer piechoty: „Pamiętam, było to pod koniec naszego września, w nocy z 23 na 24 na szosie do Krasnobrodu. Ja już ze swego batalionu przesuwałem na podwodach tylko sześćdziesięciu ludzi za grupą kawaleryjską Andersa. Byliśmy właśnie na przeprawie przez Wieprz. Na tej przeprawie odcięto Wołyńską Brygadę Jazdy. Radio niemieckie podało, że Niemcy zajęli Lwów. Cel, do któregośmy dążyli - połączenie się z generałem Sosnkowskim - upadł. Trzeba było ruszać w nieznane. Była godzina pół do trzeciej w nocy, księżyc wzeszedł. Generał Anders postanowił... odebrać defiladę wymaszerowujących. A wy powiecie - jakiż to czas w takiej chwili do defilady? Któż defilował? Resztki pobitego bombami 9 DAK-u, plutony wykrwawionego 19 Pułku Ułanów... Carewicz, skarogniady wałach tańczy pod Andersem, oddziały przechodząc robią »prawo patrz«, a Anders coraz to podciąga: »Pięty do dołu!« »Wyżej broda!« »Strzemię na środek stopy!« »Łydka do tyłu!« To znaczy nic się nie zmieniło, jesteście żołnierzami. Wtedy kiedy już osaczeni byliśmy przez bolszewików i przez Niemców, kiedy strzelaliśmy na dwie strony, kiedy na drugi dzień większość poległa i była ranna, i ja też, a generał dwukrotnie'.
I niech nikt nie próbuje zaatakować mnie zarzutem, że to, co tu przypominam, to anachronizm, bo nikt nie będzie miał okazji składać meldunku, „trzymając kiszki w garści”, że nikt nie zawoła „łydki do tyłu”, kiedy wróg będzie trzymał palec na guziku wyrzutni rakietowej, więcej nawet! – może, daj Boże, do spotkania z wrogiem nie dojdzie. Oczywiście, nigdy nie powtórzą się wydarzenia z innej, minionej epoki. Toteż ja piszę o postawie kawalerzysty w zmieniających się warunkach, w nowych okolicznościach, a jego działania, zachowanie się, decyzje winny wynikać ze znajomości tradycji kawaleryjskiej, ze świadomości, jakim należy hołdować wartościom, z troski o godność kawalerzysty – tego siedzącego na koniu oraz tego, który służy w nowoczesnej jednostce, której nazwa zaczyna się od słowa „Kawaleria...”
Jerzy Urbankiewicz ppłk
Pułk 4 Ułanów Zaniemeńskich
Avatar użytkownika
Lucas
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 811
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 13:22
Lokalizacja: ułan Kawalerii KOP (8 PU) z Nowego Sącza

Postprzez Dziadek Władek » 29 wrz 2009, o 08:43

Przeczytałem z zaciekawieniem.

Przypomniały mi się dwa filmy – „Krzyżacy” i „Czterej pancerni”:-)

Z „Krzyżaków’ fragment, jak to przekonywano króla, iż ma dowodzić bitwą a nie mieszać w szeregi rycerstwa (i nie tylko rycerstwa).

Z „Czterech pancernych” moment, jak to wachmistrz Kaleta karci Grzesia, „wychodzącego przed szereg”.

Pewno Przymanowski coś o tym, jak podaje Lucas za ppłk Jerzym Urbankiewiczem „wyprzedził mnie (co za bezczelność!) chor. Geier. Odtąd galopowałem w tłumie jakby w transie i wcale nie dziwiłem się, gdy wiele lat później czytałem, że lord Cardigan, dowódca szaleńczej szarży lekkiej brygady pod Bałakławą, jeden szczegół tylko zapamiętał z całej szarży: że śmiał go wyprzedzić kpt. Nolan, któremu zresztą zaraz po tym nietakcie, kula armatnia urwała głowę'”
wiedział.
Jak umiał – tak przekazał.

Miejsca dowódców w szeregach zmieniały się na przestrzeni dziejów:-)

Z zaciekawieniem przeczytałem fragment o defiladzie odbieranej przez gen. Andersa.
Prawda – żołnierz powinien być żołnierzem i w obliczu zwycięstwa i w obliczu klęski.
Czasem trzeba mu o tym przypomnieć – może właśnie w ten sposób?

Patrzę na tytuły postów: „kawaleryjski fason” Staszka i „ułański honor” Lucasa.

To chyba jednak nie jest jedno i to samo:-)

Obydwa posty świetne.
Avatar użytkownika
Dziadek Władek
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 149
Dołączył(a): 9 sty 2009, o 16:11
Lokalizacja: Jastrzębie Zdrój

Postprzez Staszek » 3 paź 2009, o 17:38

Ciąg dalszy definicji kawaleryjskiego fasonu wg Wieniawy:
„Jakież jeszcze warunki są wymagane dla skompletowania tego naszego kawaleryjskiego fasonu? Stosunek do koni? Do kobiet? Sprawy te są uregulowane odwiecznymi kanonami kawaleryjskimi. Cóż poza truizmami można w tej materii dorzucić. Gdybym moją wypowiedź układał w formie przykazań, powiedziałbym może: nie pożądaj konia, ani żony czy też kochanki twego kolegi. Koni jest na świecie dużo a kobiet jeszcze więcej. Z wszystkimi przy najlepszych chęciach i kwalifikacjach nie zdołasz się uporać. Do żon kolegów odnoś się zatem z szacunkiem i koleżeńską życzliwością, bo przekroczenie tych granic grozi i tobie i twoim kolegom i oddziałowi twemu szeregiem komplikacji, z których i służba i twój honor i honor twoich kolegów nie wyjdą bez szwanku. Z innymi, cywilnymi – że się tak wyrażę – kobietami kawalerzysta powinien flirtować jak najczęściej, a żenić się jak najrzadziej, a nade wszystko jak najpóźniej! Można się zdobyć na teściową względnie bezkarnie, gdy się jest już dojrzałym i dostatecznie na przeciwności losu wytrzymałym mężczyzną, to jest, zgodnie z rozkazem, przynajmniej rotmistrzem”
Avatar użytkownika
Staszek
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 169
Dołączył(a): 4 cze 2006, o 23:26
Lokalizacja: Ułan Księcia Józefa

Postprzez Ułan świętokrzyski » 4 paź 2009, o 09:06

No własnie a nasz rotmistrz teściowej nie ma ...
Avatar użytkownika
Ułan świętokrzyski
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 2634
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 15:30

Postprzez Lucas » 5 paź 2009, o 10:07

Chwała Najwyższemu żem w związek z Jolantą wstąpił wcześniej niż w Kawalerię Ochotniczą.... - jako ułan z marnymi szansami na awans umarłbym jako człek wolnego stanu.....
Avatar użytkownika
Lucas
Ułan VI
Ułan VI
 
Posty: 811
Dołączył(a): 10 mar 2006, o 13:22
Lokalizacja: ułan Kawalerii KOP (8 PU) z Nowego Sącza


Powrót do Historia Kawalerii

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Tablice Ramki Reklamowe Aluminiowe Plastikowe, Agencja Fine, Staropolska, Projekty Domów Drewnianych, Projekty Domów Drewnianych, Producent Kopert, Koperty, Ramki Aluminiowe, Stojaki na foldery, Ramki Plastikowe, Stojaki z plexi, Ramki Reklamowe, Stojaki Plakatowe, Potykacze, stojaki, tablice, ramki, akcesoria reklamowe, Stojaki i tablice przymykowe, Tablice przymykowe OWZ, Stojaki Typu A Potykacze, ¦ciana prezentacyjna, Stojaki plakatowe, Stojaki plakatowe niskie, Stojaczki plakatowe, Stojaki plakatowe Wysokie, Stojaki na plakat i foldery Niskie, Stojaki na plakat i foldery Wysokie, Ramki reklamowe, Ramki sprężynkowe, Ramki aluminiowe, Ramki plastikowe, Stojaki i wieszaki na foldery, Wieszaki na foldery, Stojaki na foldery Niskie, Stojaki na foldery Wysokie, Wyroby z PCV i plexi, Stojaki i tabliczki z plexi, Kieszenie plakatowe z PCV bezbarwnego, Akcesoria reklamowe, Informacja przydrzwiowa,
cron